Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

Kredyty – chyba jednak nie takie straszne…

skomentuj

Chyba każdy, kto kiedykolwiek wynajmował mieszkanie, doszedł do wniosku, że lepiej opłacać swoje własne, niż utrzymywać czyjeś. Niestety, zakup własnego „M” nie należy do tanich. Jakie mamy więc możliwości? Jeśli wśród naszych krewnych nie ma bogatej ciotki z Ameryki, nie wygraliśmy na loterii kilku milionów złotych, ani nie mamy czystej gotówki, pozostaje nam tylko kredyt.

Słowo, którego boi się większość ludzi. Ale czy kredyty są takie straszne? Czy rzeczywiście podpisanie umowy kredytowej to podpisanie cyrografu? Niekoniecznie. Wszystko sprowadza się do naszego zaangażowania i odrobiny myślenia. Każdy z nas bardzo chętnie obejrzałby kilka mieszkań, zanim podejmie decyzję, w którym chce spędzić następne kilkanaście, a może i kilkadziesiąt lat. Dlaczego więc nie podejść tak samo do tematu kredytu? Dlaczego by nie usiąść najpierw samemu, i zapoznać się z ofertami banków? Do dyspozycji mamy Internet, placówki, oraz doradców finansowych, w których możemy dosłownie przebierać. Dodatkowo możemy odwiedzić jeden z domów kredytowych. Mamy więc do dyspozycji całą rzeszę ludzi, którzy chętnie pomogą nam wybrać taki kredyt, którego spłata nie pochłonie 90% naszego budżetu.

Na początku należy w ogóle odrzucić pytanie „jaki kredyt jest najlepszy?”. Najlepszy jest taki kredyt, który jest tani. Na naszą ratę składa się całe mnóstwo kosztów około kredytowych. Czasami nawet więcej niż 15, ale bywają i takie banki, w których ilość pozycji ograniczona jest do 10. To, że jest ich mniej, nie oznacza, że kredyt będzie tańszy. Generalnie, rata kredytu to ok. 500zł za każde sto tysięcy. Z tym, że raz może być to 440, a raz 540. Niby tylko 100zł, a różnica ogromna, gdyż wysokość naszego kredytu liczymy mnożąc jego ratę przez ilość rat w okresie kredytowania. Np. 100zł x 360rat=36000zł.

Gdy już znajdziemy bank, który określi naszą zdolność kredytową i stwierdzi, że jesteśmy na tyle wiarygodni, by rozpocząć z nim współpracę i znajdziemy odpowiednie mieszkanie, to udajemy się do notariusza, który to dokona wpisu do księgi wieczystej. W tym momencie stajemy się niejako współwłaścicielami mieszkania. Współdzielimy je z bankiem. Mnóstwo ludzi ma teraz przed oczami obrazek, na którym bank, za nieterminowe spłacanie kredytu, postanawia zabrać nam nasze wymarzone cztery kąty. Spokojnie, zanim coś takiego nastąpi, bank da nam mnóstwo możliwości i mnóstwo szans. Sprzedaż naszego mieszkania, to koszty, a koszty to przeciwieństwo zarobku. Instytucje finansowe wolą pomóc nam spłacić kredyt, gdyż zarobią na tym dużo więcej, niż na sprzedaży zadłużonego mieszkania. Podsumowując, najważniejsze w kredycie są koszty. Im niższe, tym lepiej. Istnieją rozwiązania, które pomogą nam obniżyć koszty kredytu, a nawet skrócić okres spłaty.

Po pierwsze, kilka z kosztów około kredytowych można bezkarnie usunąć. Należy do nich np.: ubezpieczenie od utraty pracy. Oczywiście to z bankiem musimy ustalić, które z nich należą do „usuwalnych”, a które nie. Po drugie, istnieje rozwiązanie zwane „bilansowaniem kredytu”. Polega ono na tym, że jedną czwartą naszej raty przeznaczamy na inwestycje, które powinny przynosić określony zysk. Biorąc pod uwagę fakt, że w przypadku spłaty kredytu „na raz”, spłacamy tylko pozostały kapitał – możemy naprawdę dużo zaoszczędzić, ale to już inny temat.

Oceń wpis:
[Liczba głosów: 1 Ocena średnia: 4]

07/10/2014

kategoria: kredyty hipoteczne

Skomentuj