Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

Gdy Policja nie chce przyjąć zawiadomienia (ze znaną im mafią wietnamską w tle)

komentarzy 5

Kolejny mail, który warto według mnie wkleić i skomentować (a dalej załączam po prostu moją korespondencję z poszkodowanym):

Chcialbym Państwa zapytac co ja moge uzyskac od Was pomoc,

Studiowałem na …, podczas studiów w 2009 roku postanowiłem otworzyc swoja mała restauracje w warszawie na …. Pieniadze zostały mi pozyczone na otwarcie firmy przez rodziców 70,000zł. Po otwarciu restauracji okazało sie ze jest mi bardzo ciezko pogodzic studia z prowadzeniem działalnosci gospodarczej wiec przyjaciel podpowiedzial mi aby lokal odstapic. Wystawiłem ogłoszenie do Agencji Nieruchomosci.

Po paru dniach w restauracji pojawiła sie pewna kobieta (włascicielka agencji) mowiac, ze ma osobe ktora wezmie ten lokal za 100,000zł. Wydawalo mi sie to bardzo dziwne ale wtedy dla 20-letniego studenta to duzo pieniedzy wiec sie zgodziłem. Nastepnego dnia pojawila sie ta kobieta z trzema panami pochodzenia wietnamskiego i powiedzieli ze oni chca przejac to miejsce z zapłata odstepnego, ale w momencie podpisania umowy dadza mi 32,000zł a po miesiacu reszte. Spisalismy umowe zgodnie z tym co ustalilismy. Po otrzymaniu pierwszej kwoty 32,000zł kontakt z wietnamczykiem był dobry ale tydzien przed splata reszty pieniedzy sie urwal. Po miesiacu czekania zgłosiłem sprawe na komendzie w dzielnicy …. Na posterunku po rozmowie z jednym z oficerów powiedziano mi ze sprawe znaja, ze to jest własnie taka szajka i nie jestem pierwsza osoba, od której wyłudzili miejsce oraz całe wyposazenie. Dodatkowo policjant powiedzial mi zebym uwazał na siebie, poniewaz to nie sa osoby ktore sie zajmuja tylko gastronomia ale pieniadze zarabiaja w zupełnie inny sposob czyli np produkcji narkotyków.

Pare dni pozniej czekałem na tego wietnamczyka pod jego domem ale ochroniarz który pracowal w jego bloku powiedzial ze on tam juz nie mieszka. Nastepnie pojechałem pare razy to tej restauracji ale wietnamczyk przepadl jak kamien w wode.

Po paru tygodniach dostawalem kilka telefonów z pogrózkami zeby odpuscil bo beda kłopoty wiec bojac sie o rodzine i o siebie tak zrobiłem. Bo skoro policja nie moze mi pomoc to kto.. Zostałem wiec z dlugiem 70,000zł u rodzicow. Chcac spałcic pieniadze, ktore dostałem od rodzicow wyjechalem do Londynu aby zarobic i oddac. Jestem juz 3 rok w Londynie prawie wszystko spłaciłem.

Wczoraj moj przyjaciel zadzwonil do mnie ze był wczoraj u lekarza na ulicy … w klinice ktora miesci sie w tym bloku co mieszkal ten wietnamczyk i go widzial. Czy jest szansa abyscie Panstwo mi pomogli. Poniewaz to bardzo duza kwota. Rozmawiałem z adwokatem i powiedzial ze jest to cwane wyłudzenie. A wiem ze takie sprawy dla Panstwa biura to nie jest jakas skomplikowana sprawa. Czekam na Państwa odpowiedz.

Ja odpisałem:

Tą sprawę proponuję zostawić organom ścigania. Wobec takich ludzi trzeba podejmować bardzo zdecydowane metody a to mogłoby m.in. spowodować zagrożenie Pana osoby – odwetem z ich strony.

Poszkodowany:

Ja zgłosiłem to na policje ale oni nic z tym nie zrobili

Ja:

Umorzyli?

Poszkodowany:

Nie chcieli sie podjac.

Ja:

Co to oznacza – otrzymał Pan na piśmie odmowę wszczęcia postępowania, czy w ogóle zawiadomienia nie chcieli przyjąć od Pana?

Poszkodowany:

Nie chcieli przyjąć zgłoszenia

Ja, na koniec:

Nie ma czegoś takiego „nie chcieli przyjąć zgłoszenia”… Jak Pana słownie zbyli, to pisze Pan zawiadomienie i pocztą poleconą wysyła i już jest przyjęte i bieg sprawie nadany…

Konkludując, jak Cię policjant albo prokurator słownie zniechęca albo nawet wprost mówi, że tego nie przyjmie (nie ma prawa nie przyjąć) a nie chcesz się kłócić, to wracasz do domu i piszesz zawiadomienie i poleconą poczta wysyłasz i masz przyjęte. Oczywiście nie wiadomo, z jakim skutkiem ale to już inna rzecz.

Oceń wpis:
[Liczba głosów: 0 Ocena średnia: 0]

07/02/2014

kategoria: policja

Komentarze do 'Gdy Policja nie chce przyjąć zawiadomienia (ze znaną im mafią wietnamską w tle)'

Subscribe to comments with RSS

  1. sorry, taki kraj tuska 😉

    normalnie ręce opadają…

    zenek

    7 Lut 14 14:09

  2. Czy klient nie mógł spisać umowy odstępnego u notariusza i zaznaczyć a akcie, że że lokal wraz z wyposażeniem zostanie przekazany po wpłacie całej brakującej kwoty.

    Tomasz

    8 Lut 14 00:49

  3. No wiesz, to tak samo hurtownik może żądać od sklepikarzy płacenia za towar tylko gotówką, nie dając terminu płatności. Teoretycznie może a praktycznie jak jest klient, to niektórzy idą na takie ustępstwo jak klient marudzi że nie ma w tej chwili pieniędzy aby całość od razu zapłacić.

    admin

    8 Lut 14 06:20

  4. Rozliczenia pomiędzy hurtownikiem a sklepikarzem wyglądają trochę inaczej niż pomiędzy sprzedającym i kupującym prawo do lokalu.

    Osoba która kupuje środki obrotowe (w tym wypadku właściciel sklepu, hurtowni itd.) potrzebuje towaru aby utrzymać ciągłość sprzedaży. Może zwyczajnie nie mieć gotówki na zakup towaru. Ponadto na środkach obrotowych trudniej ustanowić zabezpieczenie niż na nieruchomości.

    Z kolei w wyżej omawianym przypadku jest możliwość ustanowienia zabezpieczenia. Jeżeli nabywający prawo do lokalu jest gotowy do wpłaty części kwoty i nie chce ustanowić zabezpieczenia (hipoteki), jednocześnie oczekując wydawania wyposażenia to pojawia się pytanie o prawdziwe motywy działania.

    Tomasz

    9 Lut 14 13:37

  5. Istotnie, o ile przedmiotem transakcji była nieruchomość, to tak, masz rację.

    admin

    9 Lut 14 13:47

Skomentuj