Wymijanie na bardzo wąskiej drodze: kiedy sąd uzna współwinę kierowców?
Pytanie: Jeśli auta zderzyły się lusterkami na wyjątkowo wąskiej drodze, poniżej 4m dokładnie na wysokości latarni, która wchodzi minimalnie w oś jezdni i jest oznaczona znakiem U9, to wina jest obopólna czy tego, który omijał latarnię? Nie ma typowych oznaczeń o zwężeniu jezdni. Jakie realne szanse w sądzie?
Odpowiedź: Przy wymijaniu każdy kierowca musi zachować bezpieczny odstęp, a gdy jest wąsko – zjechać maksymalnie na prawo, zwolnić, a w razie potrzeby zatrzymać się (art. 23 ust. 1 pkt 1 p.r.d.). Przepisy nie podają konkretnej odległości, ale sądy przyjmują, że ma ona umożliwić bezpieczne minięcie się pojazdów w realnych warunkach, czyli w tym także uwzględnić latarnię, zwężenie itd. Jeśli żaden kierowca nie zmniejsza prędkości, nie zatrzymuje się i dochodzi do zderzenia lusterkami, to przyjmuje się, że obaj nie zachowali należytej ostrożności.
Policja, w przypadku takiego zdarzenia uderzenia się lusterkami na wąskiej drodze bez wyznaczonych pasów, często wpisuje winę obu kierowców, chyba że jeden stał lub zdążył się zatrzymać, a drugi wjechał w niego. W orzeczeniach sądy podkreślają, że przy wąskiej jezdni każdy ma obowiązek tak dobrać prędkość i tor jazdy, aby w razie wątpliwości zatrzymać się i umożliwić bezpieczne minięcie. Jeżeli jeden z kierowców miał obiektywnie gorsze warunki po prawej (np. rów, przeszkoda) sąd nadal bada, czy nie mógł zwolnić bardziej albo zatrzymać się.
Latarnia zachodząca minimalnie w jezdnię z oznakowaniem U‑9 jest traktowana jako stała przeszkoda, którą trzeba omijać z zachowaniem szczególnej ostrożności. Brak standardowego znaku ostrzegającego o zwężeniu jezdni nie zwalnia kierowcy z obowiązku dostosowania prędkości i sposobu jazdy do faktycznej szerokości drogi. Kierowca omijający latarnię odpowiada za to, czy w ogóle miał fizyczną możliwość bezpiecznego minięcia się, ale sąd zwykle ocenia także zachowanie drugiego kierowcy – czy widząc przeszkodę naprzeciwko nie powinien sam zwolnić albo się zatrzymać.
Jeśli obaj jechali normalnie, nikt nie zwolnił ani nie zatrzymał się, a doszło tylko do zderzenia lusterkami, to istnieje bardzo duża szansa, że sąd uzna współwinę albo co najmniej brak podstaw, by obarczyć winą wyłącznie jednego kierowcę, co często kończy się uniewinnieniem od wykroczenia po odmowie przyjęcia mandatu. Jeżeli natomiast uda się wykazać np. nagraniem z kamery lub zeznaniami świadków, że jeden z kierowców zatrzymał się, a drugi wjechał w niego niejako siłowo, to odpowiedzialność tego jadącego będzie raczej oczywista. Jeżeli szerokość jezdni wynosi w takim miejscu poniżej 4 m, a pojazdy są szerokie, to biegły może wskazać, że minięcie w ruchu jest fizycznie niemożliwe bez nadmiernego ryzyka, co może prowadzić do konkluzji, że rozsądnym zachowaniem było zatrzymanie pojazdów i porozumienie się w kwestii minięcia się, a nie próba przeciśnięcia.
W ewentualnym sporze sądowym kluczowe będą: szkic miejsca, pomiar szerokości, zdjęcia/monitoring, ewentualne nagrania z kamery i zeznania, kto pierwszy zaczął zwalniać lub hamować. Szanse na to, że sąd stwierdzi winę wyłącznie tego kierowcy, który omijał latarnię, są wyższe dopiero wtedy, gdy z materiału dowodowego wynika, że drugi kierowca jechał skrajnie prawidłowo (maksymalnie przy prawej stronie, znacząco zwolnił lub zatrzymał się), a kolizja była skutkiem zbyt ryzykownego manewru omijania przeszkody.