Smartwatch rozbity przez kolegę na szkolnym placu zabaw
Pytanie: Córka 2 kl szkoly podstawowej. Będąc na placu zabaw ze świetlicą szkolną został zniszczony jej smartwatch. Chłopiec rzucał plastikową butelką do góry i “patrzył jak spada”. Wielokrotnie był upominany przez panie ze świetlicy żeby tego nie robił. No I traf chciał, że butelka trafiła (prawdopodobnie korkiem) w zegarek córki. Ekran pęknięty, rozlany.
Kto odpowiada prawnie za tą szkodę ? Szkoła czy rodzice chlopca ?
Dodam, że rodzic nie poczuwa się do szkody wyrządzonej przez syna. Wg rodzica szkoła powinna odpowiadać za tą szkodę.
Jedyną opcją, którą mi proponuje jest podpisanie fałszywego oświadczenia, że wydarzenie miało miejsce po za godzinami szkolnymi, bo tylko wtedy ubezpieczyciel wypłaci mu pieniądze.
Odpowiedź: Dzieci do 13 roku życia nie ponoszą odpowiedzialności cywilnej za wyrządzone szkody; odpowiadają za nie osoby zobowiązane do nadzoru, czyli zwykle rodzice albo opiekunowie. Dzieci powyżej 13 roku życia co do zasady odpowiadają już same za swoje czyny, ale praktycznie koszty zwykle i tak pokrywają rodzice, jako że formalnie dziecko nie ma własnego majątku. Osoba (w tym szkoła lub nauczyciel) sprawująca w danym momencie nadzór może odpowiadać na zasadzie tzw. winy w nadzorze, czyli jeśli nie dopełniła obowiązku pilnowania dzieci w sposób należyty.
W Pani sytuacji chłopiec był wyraźnie upominany, czyli nauczyciele reagowali, co utrudnia zarzucenie szkole rażącego zaniedbania. Organ prowadzący szkołę odpowiada za całokształt działalności szkoły, w tym za szkody wynikające z winy pracowników czy zaniedbań w nadzorze. Jednak w praktyce przyjmuje się, że jeśli szkoda powstała wskutek zawinionego działania ucznia (rzucanie butelką, mimo upomnień), to za naprawienie szkody odpowiada ten uczeń (jeżeli ma powyżej 13 lat) lub jego rodzice, a nie szkoła. Do tego, aby obciążyć szkołę, musiałby istnieć wyraźny dowód, że nauczyciele w ogóle nie sprawowali nadzoru lub bagatelizowali ewidentnie niebezpieczne zachowania, a tutaj jest wręcz przeciwnie: chłopiec był wielokrotnie upominany.
Za szkody wyrządzone przez małoletnie dziecko, które nie ukończyło 13 lat, odpowiadają rodzice na podstawie tzw. winy w nadzorze. I jak wspomniałem już, nawet jeśli dziecko jest starsze, w praktyce to rodzice zwykle pokrywają koszty szkody, bo dziecko nie ma majątku. W przedstawionym stanie faktycznym, chłopiec bawił się w sposób obiektywnie niebezpieczny (rzucanie butelką do góry wśród innych dzieci), był upominany, a mimo to kontynuował tę nieodpowiedzialna zabawę – to ewidentne zawinione działanie ucznia, za które powinien odpowiadać on lub rodzice, a nie szkoła.
Szkolne lub prywatne ubezpieczenie NNW czy OC może pokrywać szkody wyrządzone przez dziecko, ale tylko przy prawdziwym opisie zdarzenia – podanie nieprawdziwej godziny czy miejsca zdarzenia, to po prostu oszustwo wobec ubezpieczyciela. Złożenie fałszywego oświadczenia, że zdarzenie miało miejsce poza godzinami szkolnymi, aby podciągnąć szkodę pod pewien zakres polisy, może zostać potraktowane jako poświadczenie nieprawdy lub wyłudzenie odszkodowania; naraża to zarówno Panią, jak i szkołę/rodzica chłopca na odpowiedzialność prawną. Nie warto więc godzić się na to – zwłaszcza że z opisu wynika, iż odpowiedzialność cywilna rodziców chłopca (lub jego ubezpieczenie OC, jeśli takie mają) jest tutaj naturalną drogą.
Może Pani zgłosić szkodę oficjalnie wychowawcy czy dyrekcji (jeśli jeszcze to nie zostało zrobione) na piśmie, z opisem zdarzenia i świadkami (np. nauczycielki świetlicy). Poprosić dyrekcję o pisemne stanowisko, kto według szkoły jest odpowiedzialny i czy szkoła widzi tu swoje zaniedbanie (w tej sytuacji, przy wielokrotnych upomnieniach chłopca, raczej nie). Dalej, zażądać od rodziców chłopca naprawienia szkody (np. pokrycia kosztu naprawy lub nowego zegarka) – ustnie, a w razie odmowy także pisemnie, z terminem zapłaty. Jeśli rodzic odmówi uznania roszczenia, można wnieść powództwo cywilne przeciwko rodzicom chłopca (ewentualnie przeciwko samemu chłopcu, jeśli ma ukończone 13 lat, ale de facto odszkodowania dochodzi się od rodziców).