Windykator

bezpłatne porady – windykacja i egzekucja

Doręczanie pism przez komornika – gorzej niż było?

3 komentarze

Wprowadzenie procedury doręczania pism sądowych przez komorników po bezskutecznym ich dwukrotnym awizowaniu przez pocztę, miało skończyć z tzw. fikcją doręczenia kiedy to korespondencja z sądu (np. z nakazem zapłaty) która powróciła do sądu po bezskutecznym dwukrotnym awizowaniu, traktowana była jako doręczona.

Obecnie, zgodnie z art. 1391 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego jest tak, że jeżeli dwukrotnie awizowana przesyłka powróci do sądu, sąd zawiadamia o tym powoda, przesyłając mu przy tym odpis pisma dla pozwanego i zobowiązując do doręczenia tego pisma pozwanemu za pośrednictwem komornika. Komornik na doręczenie pisma pobierze od powoda 60 złotych a jeżeli adres znajduje się w odległości ponad 10 km od siedziby komornika, to dodatkowo 20 złotych na dojazd.

Przeczytaj też: Nakaz zapłaty wysłany na zły adres i komornik

Komornik zwróci powodowi pismo jeżeli ustali, że pod wskazanym adresem pozwany nie mieszka albo jeżeli ustali, że nie wiadomo czy dłużnik tam mieszka… Powód może wtedy zawnioskować do komornika o ustalenie adresu pozwanego i to go będzie kosztować dodatkowo 40 złotych.

A co jeżeli komornik ustali (i chyba najczęściej tak właśnie jest), że dłużnik jednak mieszka pod adresem wskazanym w pozwie, pod adresem pod którym miało miejsce dwukrotne bezskuteczne awizowanie przesyłki przez listonosza? Ano wówczas znów możemy mieć fikcję doręczenia której miało już wszak nie być. Komornik bowiem, nie zastawszy pozwanego, pozostawi mu w skrzynce …. awizo! I to tylko jedno! I po 14 dniach niedoręczona przez komornika przesyłka zostanie uznana za doręczoną!

Nie wiem jak Wy, ale ja jednak bardziej ufałem rzetelności listonoszy pomimo tego incydentu którego ofiarą padłem: https://pamietnikwindykatora.pl/listonosz-wazniejszy-od-sedziego/, niż ufam rzetelności komorników jako doręczycieli. Czy komornik bardzo ceniący swój czas z racji zarobków miesięcznych idących w dziesiątki a nawet setki tysięcy złotych aby na pewno pojedzie na doręczenie? Listonosz mający w okolicy na tej samej ulicy mnóstwo innych pism do doręczenia i emerytur do wydania był według mnie o wiele bardziej wiarygodny od komornika który musi podążyć na tą ulicę tylko w celu jednego doręczenia! Jak sprawdzić, czy faktycznie udał się pod wskazany w pozwie adres dłużnika? Nie jest to wszak egzekucyjna czynność terenowa więc nie jest nagrywana: https://pamietnikwindykatora.pl/nagrywanie-czynnosci-terenowych-przez-komornika/ (zresztą droga aż do mieszkania dłużnika na czynności egzekucyjne też nie jest nagrywana, jak mniemam).

Bezpłatne porady: poczta@pamietnikwindykatora.pl

14 grudnia, 2020

kategoria windykacja

tag

Komentarze do 'Doręczanie pism przez komornika – gorzej niż było?'

Subscribe to comments with RSS

  1. Za wszystko płacić, za bezskuteczna egzekucja teraz dodatkowo za ustalenie adresu dłużnika. Dawniej nie miało to znaczenia jeżeli ni byl znany adres, to byl problem dłuznika że nei zostawił adresu wierzycielowi.

    Anonim

    12 Lut 21 o 20:55

  2. Brak aktualnego adresu pozwanego dawniej też był przeszkodą w prowadzeniu postępowania zwłaszcza sądowego.

    admin

    12 Lut 21 o 21:08

  3. Stwierdziwszy iż listonosz nie wszystkie przesyłki do mojej firmy awizuje, postanowiłem pytać w placówce pocztowej, czy nie ma dla mnie awizowanych przesyłek i nagrywać te moje pytania i odpowiedzi pracownic poczty. Rozumiecie, ignorowałem otrzymane awiza i pytałem, czy są dla mnie przesyłki, informując pracownicę dlaczego tak postępuję czyli czytaj wyżej.
    Zdarzyło się między innymi tak, że nie otrzymałem awizów na przesyłkę z sądu i to kosztowało mnie około bodaj 1.000 zł. choć sprawa była do wygrania. Powiedziałem wówczas na poczcie, co się stało i że ja rozmowy nagrywam. To przyznanie się do nagrywania spowodowało bunt pań – pracownic poczty które a zwłaszcza jedna zaczęła mnie pouczać iż nie mam do tego prawa (nieprawda) i mówiły że jeśli nagrywam, to mnie nie obsłużą. Powiedziałem zatem, że nie nagrywam ale oczywiście dalej nagrywałem. Po co? Ano po to, aby móc udowodnić, że dołożyłem wszelkich starań aby wyłowić wszystkie przesyłki które do mojej firmy – do mnie zostały nadane. No bo wiecie, w owej sprawie sądowej wyżej wzmiankowanej nawet nie próbowałem podnosić przed sądem, że nie otrzymałem awizów, bo na nic nie zdałoby się to. À propos, radzę przeczytać to: Listonosz ważniejszy od sędziego.
    Wobec irytującego, bezzasadnego sprzeciwu pracownic poczty (którym bezskutecznie tłumaczyłem, ze racji jak też powodów do fochów nie mają), napisałem skargę do nadrzędnej jednostki Poczty Polskiej opisując sytuację. jak napisałem wcześniej, mimo protestu pań nagrywałem skrycie ale mnie ich nieempatyczne zachowania poirytowały.
    Pani która odpowiedziała na moje pismo, napisała że pracownik ma prawo do prywatności i tylko pracodawca może nagrywać pracownika a nie osoba nieupoważniona czyli rzekomo to ja jestem osobą nieupoważnioną. Takich głupot dawno nie czytałem, owa pani (udaje, że) nie dostrzega iż ja występuję w charakterze klienta który tylko chce zabezpieczyć swe usprawiedliwione interesy dokumentując rzetelność / nierzetelność obsługi. Przecie nie wrzuciłem nagrywarki do torebki pracownicy i nie rejestrowała ta nagrywarka odgłosów w trakcie jej lunchu, toalety czy rozmów w domu, do diabła! Byłem uczestnikiem ich służbowych rozmów! Nie będę w tym momencie szukał orzeczeń ale nie mam wątpliwości (już czyniłem nieraz ustalenia w tym przedmiocie), że w takiej sytuacji mam prawo do nagrania rozmowy. Aha, nadmieniam przy tym, że w odpowiedzi dano mi do zrozumienia, że nagrywając naruszam dobra osobiste „księżniczek”!
    Po otrzymaniu wiadomej odpowiedzi wzburzyłem się na tyle, że miałem zamiar odpisać na odpowiedź. Jednak w międzyczasie byłem znów na poczcie tej i panie były jakoś dziwnie potulne…

    Sebastian

    21 Paź 21 o 05:59

Skomentuj