Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

Propozycją, skłonnością do ugody zjednujesz sobie sędziów a w przeciwnym razie – zrażasz

skomentuj

Oczywiście nie powinno być tak, że sędzia pamięta w procesie o tym, że chciałeś zawrzeć ugodę (zaoszczędziwszy sędziemu czasu, nerwów i pracy) i że ma to przełożenie na wydanie korzystnego dla Ciebie wyroku. Jednak, jak zauważyłem, tak właśnie jest (bywa) zarówno w sprawach karnych jaki w sprawach cywilnych. Jest to jeden z przejawów sędziowskiego dziadostwa, braku niezawisłości. No ale jest póki co jak jest i często warto „zejść trochę z ceny” aby sąd docenił, że jesteś ugodowy i „wysokiemu sądowi” chcesz zaoszczędzić pracy, nerwów, czasu. I to nawet w sprawach które wydają Ci się dość oczywiste na Twoją korzyść. Oczywiście nie mam tu na myśli spraw typu na przykład niezwrócona, udokumentowana pisemna umową i przelewem bankowym pożyczka w kwocie 50 tys. zł. w procesie o zapłatę której pozwany podnosi, że oddał Ci ją tylko pokwitowania od Ciebie nie wziął i proponuje „ugodę” że Ci z bólem serca zwróci a raczej dołoży połowę z tej sumy (bo wszak już całą pożyczkę Ci oddał). Tu ewentualnie możesz zaproponować, że rozłożysz mu w ugodzie sądowej spłatę tych 50 tys. zł, i odsetek na raty w ugodzie. Albo w ostateczności, zrezygnujesz (z jakiejś części) odsetek.

No ale są i inne sprawy, mniej oczywiste.

Czasem strona przeciwna proponuje zawarcie ugody. Czasem jest to propozycja nie do przyjęcia. OK, możesz czuć się oburzony i nawet kulturalnie to swoje oburzenie wyartykułować w obecności sądu ale nie zacinaj się po takiej bezczelnej propozycji. Zaproponuj własną propozycję ugody w której tylko trochę „schodzisz z ceny”.

No i jak w tytule (po myślniku); niezaproponowanie ugody, odrzucenie ugody proponowanej przez stronę przeciwna przy jednoczesnym braku wyjścia z własną kontrpropozycją ugody może spowodować, że „wysoki, niezawisły sąd” zakarbuje sobie Ciebie i słysząc wyrok będziesz bardzo niezadowolony.

Na koniec przykład z mego życia: prywatne oskarżenie przeciwko mnie o zniesławienie. Najpierw odrzucam ugodę, boi jestem przekonany że publikowałem prawdę i w słusznej sprawie – ostrzegając innych przed oszustką. Widzę jednak że „wysokiej” sędzi bardzo nie podoba się to, że kategorycznie odrzucam propozycję ugody wysuniętą przez oszustkę, a mianowicie, że w wielkim, kosztownym ogłoszeniu w prasie przeproszę ją. Odrzucam jakąkolwiek ugodę. Szybko zmieniam zdanie i mówię, że jestem przekonany o braku mej winy ale żeby nam wszystkim w tym wysokiemu sądowi zaoszczędzić udręki, jestem skłonny opublikować niewielkie ogłoszenie. Widzę ze sędzia to docenia. Oszustka rzuca się jeszcze, że to za małe ogłoszenie – przeprosiny i forma jej się nie podoba (ona chce formy bardziej nazwijmy kajającej). Widzę już jednak że sędzię mam po mojej stronie i nawet lekko narzuca głosem nie znoszącym sprzeciwu (czego przecież nie powinna robić) oszustce, ze powinna przyjąć moją propozycję ugodowo jeszcze w między czasie jakieś niewielkie ustępstwo zaproponowałem).

Efekt: koszty ogłoszeń (w dwóch gazetach) w sumie około chyba 40 złotych zamiast ewentualnych powiedzmy 3-4 tys. zł. dodatkowo ewentualnie grzywny albo i kto wie, skazania (w zawieszeniu) na pozbawienie wolności. Ponadto zaoszczędzony czas, brak nerwowego oczekiwania na wyrok. Warto było.

Oceń wpis:
[Liczba głosów: 0 Ocena średnia: 0]

26/03/2016

kategoria: sędziowie

Skomentuj