Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

Powierzenie wykonania zlecenia osobie – firmie trzeciej i problemy z wyegzekwowaniem należności

skomentuj

Pytanie: Trafiłam na Pana bloga szukając informacji jak rozwiązać sprawę ze ściągnięciem należności z kontrahenta. Mam wielki problem, może będzie mi Pan wstanie coś doradzić. Dałam się oszukać stałemu kontrahentowi – moją czujność uśpiła terminowość, wypłacalność i elegancki sposób bycia. Teraz jestem w kropce, przez swoją głupotę i dobre serce.

Może zacznę od początku z Pan X trafił do mnie jako klient z polecenia (choć nie znam tej osoby, która mnie poleciła). Współpraca z Panem X układała się całkiem dobrze – Pan X był zawsze uprzejmy i rzeczowy. Dla Pana X wykonałam stronę www, prowadziłam reklamy FB i AdWords, pozycjonowanie – wszystko pięknie na umowę. Potem zaczęło się szybsze tempo i dodatkowe zlecenia na szaty graficzne 2 sklepów – te już na gębę bo Pan X był wiecznie zajęty.

Jeden szablon został zrobiony i opłacony, drugi projekt został odwieszony na kołek z powodu braku czasu Pana X. Chciał bym zamiast tego zajęła się zrobieniem strony www (projekt dość skomplikowany ale nie będę zagłębiać się w szczegóły) dla jego nowego biznesu. Przez to, że projekt skomplikowany wybrał najtańszą opcję z gotowym szablonem. Uparłam się przy zaliczce na zakup szablonu i ją dostałam (musiałam kupić szablon gotowy dla potrzeb projektu). Zatrudniłam fachowca by napisał 10 stron tekstu do strony – tekst odrzucił i poinformował mnie, że ten tekst przerobi sam. Więc wynagrodzenie fachowca musiałam wypłacić z własnej kieszeni bo Pan X absolutnie nie chciał by teksty były poprawiane. Potem gdy poinformowałam go o skończeniu strony Pan X zaczął się wykręcać brakiem czasu by mi podesłać poprawki.

Kontaktowałam się parę razy z nim – w tym gdy zmienialiśmy firmę z mojej na męża w sprawie rozliczenia zaliczki – wystawiłam na to fakturę tytułem zaliczka.

Na początku grudnia mówił, że będzie sądził się z nieuczciwym kontrahentem i zbiera dokumentację, dlatego nie ma na stronę czasu.

Pod koniec grudnia zadzwonił i zrobił mi awanturę, dlaczego mu wyłączyłam stronę (na stronie wyświetlał się napis „strona w budowie”). Wygrażał się, że zakończy ze mną współpracę jeśli strony nie włączę. Strona cały czas była „w budowie” choć on żył w przekonaniu, że jest ona w pełni aktywna. Mailowo mu wyjaśniałam, ze strona cały czas była w budowie i tylko przez krótką chwilę gdy informowałam go o zmianach była uruchamiana, w momencie przekazania hasła (na potrzeby redakcji tekstów) już była cały czas „w budowie” bo nie było potrzeby jej uruchamiać użytkownik po zalogowaniu widzi całą stronę. Po tej sytuacji przeprosił mnie za swoje zachowanie i obiecał zamknąć sprawę do końca stycznia. Strona została włączona w ramach życzliwości z mojej strony. W związku z tą obietnicą wystawiłam mu fakturę za pozostałą należność z datą do 31.01.2016r i wysłałam mailem.

Kilka dni temu dostałam smsa, że ma stan przedzawałowy i mam się z nim rozliczyć za stronę za równowartość wpłaconej zaliczki. Na co mu odpisałam, że to absolutnie nie możliwe (zaliczka stanowi niecałe 30% kwoty zlecenia). Napisałam też, że skoro jest chory to ma sprawę przekazać swojej wspólniczce. nie odpisał ani na smsa ani na maila.

Przez to, że byłam administratorem jego kampanii na FB widziałam wszystkie jego działania bardziej niż bym chciała (dostałam różne powiadomienia). O dziwo Pan X na FB odpowiadał regularnie na posty inny osób (wiedziałam, że coś się kroi bo w grudniu na FB wstawił posty informujące o sprzedaży 3 samochodów i mebli co było dla mnie niepokojące).

Zadzwoniłam do niego dowiedzieć się jak się czuje i odkryłam, że używa telefonu bo był numer zajęty – pomyślałam sobie, że może mu lepiej i wrócił do pracy. Niestety ode mnie nie odbierał. W końcu się dodzwoniłam – odebrał nie on a jego wspólniczka. Pani Y była od razu negatywnie nastawiona do mnie i o dziwo wiedziała o całej sytuacji. Twierdziła, że ich nękam telefonami i chcę wyłudzić od nich pieniądze. Nie wspomnę, że Pani Y zapomniała o jakimkolwiek bon tonie i dosłownie ubliżała mi przez telefon.

Tego samego dnia dostałam maila od Pana X, że teksty na stronie są nieprofesjonalne więc nie będą płacić za niepełnowartościowy towar czyt. stronę. Odpisałam mu, że faktura nie dotyczy rozliczenia za tekst a jedynie za zbudowanie strony www dlatego nie stanowi to podstaw do braku akceptacji. Poinformowałam go, ze strona będzie wyłączona do czasu rozwiązania sytuacji. Napisałam, że wymagam wpłaty min 50% wartości faktury. Stronę od razu wyłączyłam. Dziś po tym jak Pan X zablokował mi dostęp do kampanii na FB (i usunął ze znajomych) przeniosłam stronę na własny serwer.

Nie mam chyba co się łudzić, że mi zapłaci z własnej woli. Najgorsze jest to, że Pan się zna bardzo dobrze na prawie (ktoś z jego bliskiego otoczenia jest prawnikiem, może wspólniczka?). Planowałam pójść z tym do sądu ale boję się paru kwestii:

– zostanie poruszona kwestia mojego autorstwa – firmę zamknęłam a mąż otworzył na siebie dla tego, że planujemy rodzinę i tak po prostu było łatwiej. Chciałam być zatrudniona w firmie męża ale księgowa straszyła mnie nieprzyjemnościami w ZUSie. Przez to, że sprawa ze stroną ciągnęła się o kilka miesięcy za długo musiałam wystawić fakturę na pozostałą kwotę z firmy męża.
– przegram i pogrążę się finansowo jeszcze bardziej

Czy coś mogę zrobić w tej sytuacji ? Chciałam wystawić stronę na aukcję z informacją, że jest to okazja bo klient nie zapłacił… ale boję się pozwu ze strony Pana X o zniesławienie.

Zanim coś doradzę, chciałbym znać odpowiedź na kilka pytań:

– ile jest Pani winien?

– czy ten sam sąd jest właściwy miejscowo zarówno dla Pani jak i dla niego (Pani jest jak widzę z Warszawy a on?)

– z dniem 30 września 2015 roku zamknęła Pani firmę; czy na fakturze jako sprzedawca figuruje Pani firma i czy wystawiła Pani fakturę już po zlikwidowaniu swej firmy?

Może Pani mi podać jego dane albo sama sprawdzić w CEIDG czy aby i on też nie zamknął już firmy; jeśli tak, to jest mniej prawdopodobne, że ewentualna egzekucja należności będzie skuteczna. Być może tę stronę zamówił dla osoby trzeciej z góry zakładając, że nie zapłaci Pani.

Jest mi winny 1350 zł, całość kosztowała 1950 zł (600 zł dostałam zaliczki, nie wliczam w to kosztu napisania tekstów, który pokryłam z własnej kieszeni). Wiem, że to nie wiele dlatego waham się czy warto bo z jednej strony koszt ściągnięcia może być zdecydowanie wyższy a z drugiej jak odpuszczę przyzwolę na takie postępowanie. Firmę prowadziłam w … i tu też jest nowa firma na męża. Pierwszą fakturę na zaliczkę (bo musiałam rozliczyć wpłatę) wystawiłam ze swojej firmy. Drugą, tą nie opłaconą z firmy męża. Pan X prowadzi spółkę jawną i nie jest w upadłości, mieści się w Warszawie. Nr KRS ….

Strona jest dla innej jego firmy Sp. z o.o ale fakturę chciał na Sp. j. Pan prowadzi dwie apteki i zajmuje się odszkodowaniami (dlatego boję pójść do sądu) oraz pośrednictwem w inwestycjach i sprzedaży energii.
Zrobiłam research w sieci – ewidentnie wyprzedaje majątek – sprzedał 3 samochody, wystawił na sprzedaż aptekę (ma dwie), o tej się wypowiadał, że jest właśnie tą lepiej prosperującą. Mówił tak gdy kiedyś wspominał o sprzedaży tej drugiej, mniejszej (choć może tą i już sprzedał).

Zdaję sobie sprawę, że nie skuteczna może być egzekucja bo z mojej strony popełniłam zbyt dużo błędów, które spowodowały niezabezpieczenie mojego interesu. Pana porada najprawdopodobniej po prostu pozwoli mi ustrzec się przed takimi praktykami w przyszłości. Wczoraj przeczytałam umowy, które wcześniej zawierałam – nawet ich podpisanie nie zabezpieczyło by mnie przed tą sytuacją. Nie zawierały żadnych zapisów co w przypadku „brak akceptacji”. Czeka mnie jeszcze opracowanie ich na nowo, prawdopodobnie z pomocą fachowca.

Czy będę musiała jeszcze mu zwrócić zaliczkę ? Czy jeżeli będzie domagał się je zwrotu mogę mu wysłać kupiony szablon?

Odpowiedź: Pisząc o ewentualnej bezskutecznej egzekucji miałem na myśli nie dochodzenie roszczenia w sądzie ale właśnie egzekucje – egzekwowanie zasądzonej należności przez komornika. Jeżeli przyjąć, że dłużnicy – wspólnicy likwidują spółkę jawną i będą dalej prowadzić działalność jako spółka z o.o., to nie można wykluczyć tego, że robię to po to, aby osobiście uciec od odpowiedzialności za długi spółki jawnej a tym samych ich osobiste jako wspólników. Może być tak, że po zaciągnęli wiele zobowiązań jak np. za leki z hurtowni i nie zapłacili, nie mają takiego zamiaru. Od spółki z o.o. w której będą wspólnikami i / lub członkami zarządu nie można będzie egzekwować ich długów które zaciągnęli prowadząc spółkę jawną. Oni zaś fikcyjnie mogą pozbyć się majątku przez co komornik nie będzie mógł wyegzekwować od nich Pani należności zasądzonej. To po pierwsze (taka ewentualność istnieje choć oczywiście nie przesądzam, że taki mają plan).

Nie może Pani w opisanym przypadku uzależniać wydania dzieła od otrzymania zapłaty. W mojej ocenie, powinna Pani przekazać im pliki aby mogli uruchomić serwis www i dopiero żądać zapłaty nawet jeżeli wiadome są Pani ich zarzuty co do rzekomego niewłaściwego wykonania zlecenia.

Inna rzecz, to czy w ogóle uda się Pani wygrać w sądzie sprawę o zapłatę. Pani formalnie powierzyła wykonanie zlecenia osobie trzeciej (innemu podmiotowi gospodarczemu). Zgodnie z art. 738 § 1 Kodeksu cywilnego, przyjmujący zlecenie (czyli Pani jako przedsiębiorca) może powierzyć wykonanie zlecenia osobie trzeciej (Pani mężowi jako przedsiębiorcy) tylko wtedy, gdy to wynika z umowy lub ze zwyczaju albo gdy jest Pani do tego zmuszony przez okoliczności. Moim zdaniem można twierdzić, ze taką zgodę uzyskała Pani (np. w rozmowie) skoro nie zakwestionowali tego, że fakturę wystawił Pani mąż (firma). Jakby co (gdyby strona przeciwna zarzucała jednak, że takiej zgody nie było), to można próbować podnosić przed sądem, że była Pani zmuszono przez okoliczności do powierzenia wykonania zlecenia (zamknąwszy własną firmę). Nasuwa się pytanie, czy byłaby Pani w stanie przekonać sąd, że faktycznie była Pani do tego zmuszona. Między nami mówiąc, nie była Pani do tego zmuszona. Jeżeli zatem nie przekona Pani sądu w tym względzie, to powództwo o zapłatę może zostać oddalone. Nie można też wykluczyć oddalenia powództwa z innego powodu tzn. w oparciu o zarzuty co do rzekomego niewłaściwego wykonania usługi ale w tym zakresie nie wypowiadam się.

Nie otrzymałem żadnego załącznika w Pani ostatnim mailu, ale może nie ważne. Nie wiem, czy ma Pani od nich jakieś potwierdzenie, akceptację ceny. Jeżeli nie, to może być problem.

Jeżeli powództwo zostałoby oddalone, to tamci mieliby prawo zażądać od Pani zwrotu zaliczki.

Wpis sądowy przy powództwie o zapłatę takiej kwoty to 68 zł. a wiec niezbyt dużo. Nie sądzę też, aby tzw. profesjonalny pełnomocnik czyli radca prawny albo adwokat podjął się reprezentowania ich w tej sprawie przed sądem a to z powodu stosunkowo niskiej wartości przedmiotu sporu (1350 zł.) a co za tym idzie 0 niskiej stawki zastępstwa procesowego. Stawka minimalna zastępstwa procesowego w sprawie o zapłatę takiej kwoty to zaledwie 180 złotych. Teoretycznie może być tak, że ich prawnik wniesie do sądu o zasądzenie mu krotności tych kosztów ale sądy bardzo rzadko zasądzają nawet dwukrotność. Poruszam ten temat gdyż przegrana strona jest zobowiązana zwrócić drugiej stronie koszty zastępstwa procesowego.

Co do rezygnacji z dochodzenia zapłaty i wystawienia strony www na aukcji, to nie powinna Pani tego robić. Nie przekazując im dzieła naraża się Pani na zarzut niewykonania umowy.

Aha, jeszcze jedna kwestia. W mojej ocenie z ewentualnym powództwem o zapłatę powinien w takiej sytuacji wystąpić Pani małżonek a nie Pani. Nie jestem w stanie jednak na 100% stwierdzić, ze sąd podzieli moje zdanie.

Serdecznie dziękuje za odpowiedź. Tak jak się spodziewałam problem jest bardziej złożony niż to wszystko warte. Mam maile potwierdzające cenę i wysokość zaliczki. Przekazałam stronę była w pełni funkcjonująca przez dwa miesiące, gdy zaczęłam się upominać o to telefonicznie i mailowo o rozliczenie to napisali mi, że jej nie akceptują. Wcześniej w trakcie rozmowy telefonicznej ze wspólniczką powiedziałam, że albo się ze mną rozliczają albo wyłączę stronę, odpowiedziała mi, że mam ją wyłączyć, więc tak zrobiłam. Potem po zabraniu mi dostępu do kilku rzeczy stwierdziłam, że bezpieczniej jak strona będzie u mnie. Zrezygnuję z dochodzenia zapłaty. Umowy nie było więc raczej nie będzie zarzutu nie wykonania umowy. Nie wiem czy powinnam teraz czekać na ruch z ich strony czy od razu skorygować fakturę do zera i rozwiązać z nimi umowy(na inne usługi)? Kwestia faktury za zaliczkę i jej zwrotu to jak rozumiem to leży po ich stronie to oni powinni o to do mnie wystąpić ?

Odpowiedź: Moim zdaniem sprawa jest do wygrania choć oczywiście nie przesądzam tego. Umowa jest – ustna i potwierdzają jej zawarcie maile a także wpłacona zaliczka. Ustne umowy też są wiążące. A czy zarzucą to Pani, czy upomną się o zwrot zaliczki, tego nie wiem, może nie. Ja na Pani miejscu a raczej na miejscu Pani małżonka przekazał im z powrotem pliki i wezwał przedsądowo do zapłaty a następnie wytoczył powództwo. Zastrzegam jednak ponownie, że oczywiście nie biorę na siebie moralnej odpowiedzialności jeżeli skorzysta Pani z tej mej rady gdyż nie jest powiedziane, że Pani (małżonek) wygra.

Jeżeli sąd uzna, że Pani mąż nie może być powodem w sprawie tylko Pani (musiałby to kwestionować pozwany, nie wiemy, czy kwestionowałby tez tzw. legitymację procesową a jeśli nawet to czy sąd przyznałby im rację) to może Pani ponownie wytoczyć powództwo tzn tym razem pani a nie mąż.

12/01/2016

Skomentuj