Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

Adwokackie (i innych prawników) „osobliwości”. Białe kołnierzyki.

skomentuj

Tak sobie popijam winko i znów mi się coś przypomniało jak to było, gdy jeszcze firmę windykacyjną prowadziłem. Ano zasadniczo „związany” byłem z kancelarią radców prawnych ale postanowiłem trochę zdywersyfikować pełnomocników i nawiązałem współpracę z jednym adwokatem.

Wiecie, ja zleceń miałem tyle, że nie szło tego obrobić wszystkiego i tylko co potencjalnie lepsze wybierałem. A ponieważ telefony z zapytaniami do mnie bezpośrednio trafiały (tak chciałem), więc około godziny 15 albo i wcześniej już tak zmęczony gadaniem byłem, że telefon wyłączałem. Później tylko na maile odpowiadałem.

Adwokat jednak niedługo po zleceniu mu kilku spraw dość stanowczo (formalnym tonem ale grzecznie) poprosił mnie abym miał telefon włączony także wieczorem, bo on często tylko wieczorami może rozmawiać. Zauważyłem już wcześniej, że lubi dużo gadać w sprawie. Wkur…iająca sprawa, bo ja sobie do tej pory i dalej ceniłem treściwy mailowy kontakt z radcą prawnym który telefonował tylko gdy musiał a zatem w trakcie rozprawy, czasem.

Choć obiecałem, że telefon będę miał załączony do wieczora późnego, to jednak nie zawsze dotrzymywałem. To było przedmiotem pretensji ponownie i znów obiecałem. I później (przy lodówce akurat byłem, pamiętam) około 16 godziny zadzwonił i pogadaliśmy o jakiejś sprawie i na zakończenie rozmowy z uśmiechem, (to słychać przez telefon, wiesz) mówię, że OK, fajnie że zadzwonił, bo już zaraz muszę wyłączyć telefon. Piątek był… Ja to powiedziałem mając na względzie jego nazwijmy wymagania i pretensje dotychczasowe i po prostu niejako przepraszająco z uśmiechem chciałem przekazać że o tym pamiętam, ale (też w domyśle) czasem i tak wyłączę przed nocą, nic innego… Nie wiem, czy jasno się teraz wyrażam, bo 1,5 butelki wina ubyło już… No słuchaj, Ty albo ja albo Twój kolega albo Twoja żona itd. w takiej sytuacji życzliwie i ze zrozumieniem, ewentualnie z lekkim uśmiechem i fajnym parsknięciem powiedziałoby np. „OK, nie ma problemu”. A jak się ten zachował? 😉

Zaczął się dziko, ale w sumie na swój sposób fajnie śmiać (facet ma lektorski, aktorski głos) i ten śmiech jasno wskazywał na to, że on myśli, że ja jakimś świrem czy głupim, prostackim upartym chłopkiem (prymitywem windykatorem) jestem i na złość mu wyłączałem telefon po jego uwagach, ku…wa! 🙂 Wiesz, oni z różnymi świrami mają do czynienia… ale cóż to za krótkowzroczność…

Co? Nie, nie wydało mi się, czytaj dalej. Otóż podczas tej ostatniej rozmowy jego śmiechem zakończonej ustaliliśmy spotkanie u niego w kancelarii w poniedziałek o bodaj godz. 10. Przychodzę, a tam u niego klient w środku a adwokat do mnie z uśmiechem nawet nie bezczelnym ale jakby samemu do siebie (traktując mnie przedmiotowo jak świra właśnie 😉 ): Panie Robercie, no przecież mówiłem, że o 12 a nie teraz… I już na całego się śmieje, po trosze też siebie samego, że się „do poziomu świra dostosował”, ku…wa.

Wyżej opisana anegdotka jest przykładem na swego rodzaju prawniczą idiotyczną megalomanię. Otóż dodatkowo warto wiedzieć, że jako windykator, czasem różnie i na swój sposób śmiesznie (nie dla dłużnika) i po bandzie odzyskiwałem długi. To się rozeszło w Sosnowcu i ów adwokat chyba już wcześniej dowiedział się o tym. A nawet może nie tyle o to chodziło, co na przykład o moją ostrą wymianę zdań z pewna oszustką. Wiesz, ona na mnie i do mnie to ja jej podobnie. O, o tą babę chodziło, piszę tutaj.

Do końca mej kariery na nic się zdały moje teksty różne ustne i pisemne którymi nieraz dałem popalić czy to w prokuraturze czy w sądzie, czy wyprowadzając z błędu adwokata… Teksty w kozi róg ich nieraz zapędzające, merytoryczne. Przylgnęły bzdurnotki i tyle. No bo przecie ja to nie prawnik. I pretekst do dyskredytowania mnie przez męty nieprzychylne, złośliwe, psychopatyczne, prymitywy emocjonalne.  Poniekąd ale tylko poniekąd (bo przecie ja mądrzejszy 🙂 od nich jestem) pasuje ten fragment z „Przygody Dobrego Wojaka Szwejka”:

Od szynkarza Palivca nie można wymagać, aby mówił tak wykwintnie jak pani Laudowa, dr Guth, pani Olga Fastrowa i całe zastępy tych, którzy najchętniej uczyniliby z całej Republiki Czechosłowackiej jeden wielki salon z parkietami, gdzie wszyscy chodziliby we frakach, w rękawiczkach, mówiliby w sposób wielce wyszukany i gdzie kwitłyby dobre maniery, a pod pięknymi pozorami wytworne lwy salonowe oddawałyby się najnikczemniejszym występkom.

Tak samo przestępcy w białych kołnierzykach w naszym kraju, jak np. skorumpowani sędziowie, prokuratorzy, inni prawnicy … No i policjanci choć to już coś innego, o tych kiedy indziej. A odpier…alają takie numery, że targowi handlarze lewą gorzałą, włamywacze do piwnic, złodzieje radiów samochodowych, zatrudniający na czarno i nie wystawiający faktur, to pikuś w porównaniu do nich. Jednak o „poprawność” dbają, słówka dobierają i garnitury noszą jak na mafię przystało. 😉

22/11/2015

kategoria: prawnicy

Skomentuj