Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

Frankowicze i apetyt na kredyt

skomentuj

Frank Sinatra śpiewał, że kiedy dzieje się dobrze w kwietniu, to niekoniecznie musi dziać się dobrze w maju (utwór „That’s life”). Teraz mamy styczeń roku pańskiego 2015, a frank szwajcarski kosztuje dwa razy tyle, ile w dniu zaciągania kredytów we frankach przez Polaków. „Takie życie”, chciałoby się zaśpiewać, ale nie byłaby to zbyt wesoła melodia. Kurs franka zaczął zmieniać się już 4 lata temu, co do dziś negatywnie odbija się na polskich kredytobiorcach. Co więcej, nikt nie spodziewał się że centralny bank w Szwajcarii zniesie minimalny kurs franka w styczniu 2015 roku. Raty kredytów wzrosły wówczas drastycznie, a sami płatnicy nie zawsze mogą i potrafią poradzić sobie z ich spłatą. Jak temu zaradzić i czy można coś z tym zrobić? Pytań po tak zwanym czarnym czwartku (czyli decyzji Banku Szwajcarii z dnia 15 stycznia 2015 o uwolnieniu kursu franku) rodzi się wiele, a niewiele jest jeszcze odpowiedzi, które mogą pomóc „frankowiczom”, czyli tym, którzy zdecydowali się zaciągnąć kredyt we frankach. Inne, coraz częściej spotykane określenie na kredytobiorców, to „franciszkanie” – być może dlatego, że część z nich ledwo będzie wiązać koniec z końcem, będąc tym samym na granicy ubóstwa (ubóstwa kojarzonego z zakonem franciszkańskim).

Ilu „frankowiczów” jest w Polsce? Media podają rozbieżne liczby – od kilkuset tysięcy do nawet jednego miliona. Nic dziwnego, że o franku zrobiło się bardzo głośno i wręcz zawrzało.

Analitycy finansowi starają się ostudzić jednak sytuację i doradzają, aby dać sobie trochę czasu na ustabilizowanie kursu franka, a wicepremier uspokaja i mówi, że to sytuacja przejściowa. Łatwo jednak powiedzieć, a trudniej spłacić kredyt – z pewnością nie będzie to łatwe zadanie na nadchodzące lata dla tych, którzy zdecydowali się zadłużyć.

Niewątpliwie sytuacja stała się nadzwyczajna i to na tyle, że do polskich sądów mogą, i zapewne wpłyną, tysiące pozwów w sprawie zmiany kursu waluty (na podstawie klauzuli rebus sic stantibus o nadzwyczajnej zmianie stosunków, o której mówi art. 3571 § 1 k. c). Czyli to co było w jednym miesiącu dobre (i np. opłacalne), nie musi obowiązywać w kolejnym, o czym najlepiej wiedział sam Sinatra, śpiewając w utworze „That’s life”, że wszystko potrafi się „pokręcić” (choć nie chodziło mu raczej o wahania walutowe). Niektórzy prawnicy informują, że „frankowicze”, aby ratować swoją sytuację finansową, mogą powołać się na zapisy umów zawartych w bankach, a sądy powinny rozpatrzyć ich stanowisko. Czy wymieniona wyżej klauzula będzie tutaj jednak wiążąca, jeżeli naturalną rzeczą jest, że kursy walut ulegają zmianie? Czy sądy wezmą to pod uwagę? Poważnej zmiany kursu franka i tak drastycznego obrotu spraw nie spodziewał się nikt – zarówno kredytobiorcy jak i bankierzy. Jak to będzie wyglądało za parę lat, jakie będą decyzje sądów – czas pokażę i przekonamy się o tym niebawem. Pozostaje jeszcze stanowisko rządu, na które również liczą „frankowicze”. Co do tej pory zrobił rząd? Premier Ewa Kopacz zleciła KNF i UOKiK sprawdzenie, czy działania banków nie naruszają praw kredytobiorców. Czy na tym się zakończy, nie wiadomo. Zmiany w kursie franka będą miały jeszcze dalsze reperkusje. Oczywistą sprawą jest, że wzrost kursu franka może oznaczać destabilizację na polskim rynku finansowym, ponieważ tysiące kredytobiorców mogą ogłosić upadłość konsumencką. Podobnie stać się może z podmiotami gospodarczymi, które albo stracą na tym sporo albo ogłoszą upadłość. Niemały orzech do zgryzienia mają również same banki, ponieważ to do nich zwracają się dzisiaj zdesperowani klienci z prośbą o pomoc. Sytuacja wydaje się być patowa, ale nie można załamywać rąk i poddawać się, tylko szukać możliwych rozwiązań. Warto sprawdzić umowy i wraz z bankiem poszukać rozwiązania. Jeśli kurs franka utrzyma się na tak wysokim poziomie, to niewątpliwie będzie jednak mowa o nadzwyczajnej zmianie stosunków (art. 3571 § 1 k. c.).

11/02/2015

kategoria: kredyty hipoteczne

Skomentuj