Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

Co z tym frankiem?

skomentuj

Frank znowu pójdzie do góry”, „Frank musi spaść”, „Ciężki czas czeka kredytobiorców we franku”, „Nadchodzą lepsze czasy dla kredytobiorców we franku”….

Takimi oto nagłówkami w gazetach i portalach internetowych bombardowani są ciągle kredytobiorcy, którzy zaciągnęli swoje kredyty na mieszkania we franku szwajcarskim. W 2007 i 2008 roku waluta ta wydawała się być wymarzona do tego, aby się w niej zadłużać – była trwała, pewna i bezpieczna. Niestety, jak się okazało, zbyt bezpieczna… Kiedy w 2008 roku w Europie nastał kryzys, który z różnym natężeniem trwa aż do dziś, frank szwajcarski, dzięki rzeczonej trwałości, pewności i bezpieczeństwu, zaczął przyciągać wszystkich, którzy zaczęli szukać pewnej przystani dla swoich aktywów finansowych. Efektem tego był zwiększony popyt na franka, a co za tym idzie – gwałtowny wzrost jego kursu. Na rezultaty „frankowi” kredytobiorcy nie musieli długo czekać… Niemalże z miesiąca na miesiąc ich zadłużenie zaczęło gwałtownie rosnąć, by po 2 latach być większe nawet o ponad 35% w stosunku do tego, co zaciągnęli. Dodatkowo ceny ich nieruchomości, na które te kredyty zostały zaciągnięte, w wyniku tego samego kryzysu zaczęły spadać, skutkiem czego dzisiaj są nawet 10 – 15 procent tańsze niż w 2007 roku.

Ten brak pokrycia wartości kredytu wartością nieruchomości jest dość niepokojący, gdyż stwarza sytuację, w której banki przestają się czuć bezpiecznie. Skutkuje to licznymi działaniami wymierzonymi wprost w kredytobiorców, mającymi za zadanie minimalizację ryzyka, które w ocenie wielu banków stało się zbyt duże. Działania te to między innymi wymóg wniesienia dodatkowego wkładu finansowego, bądź dodatkowego zabezpieczenia w postaci drugiej nieruchomości. Najłagodniejszą formą takiego zabezpieczenia wydaje się tu być wymóg doubezpieczenia kredytu. Często jednakże efekt takich działań jest odwrotny w stosunku do oczekiwanego. Często banki takimi działaniami doprowadzają swoich, i tak już mocno nadwyrężonych finansowo klientów do bankructwa. Kończy się to licytacją nieruchomości, której sprzedaż pokrywa czasem jedynie połowę długu. Skutek: traci klient doprowadzony do upadłości i traci bank, który odzyskuje w ten sposób jedynie część pieniędzy. Najrozsądniejsze dla obu stron wydaje się tu być zatem zachowanie zimnej krwi, oraz nadzieja, że ta niekorzystna sytuacja prędzej, czy później się odmieni.

Oceń wpis:
[Liczba głosów: 1 Ocena średnia: 5]

14/09/2014

kategoria: kredyty hipoteczne

Skomentuj