Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

„Lekarze” i znachorzy – windykatorzy

komentarzy 17

Przychodzę w sprawie psa do weterynarza. Ani bym śmiał ja specjalista ds. windykacji kwestionować zdanie uznanego weterynarza jakim jest dr. …. Pytałem o jakiś lek / środek który spowodowałby żeby mój pies nie drapał się jak opętany po pływaniu w stawie. Mycie go pod prysznicem po powrocie do domu nic nie daje. pan dr weterynarii uznał że pies ma atopowe zapalenie skóry i najlepiej go po prostu nie kąpać, bo na to nie ma leku. No, są sterydowe leki ale przecież mają skutki uboczne. 

Ku…wa mać, ale jemu pływanie pomaga na stawy tylnych łap i lubi pływać… No i znalazłem w internecie coś (nie będę reklamował) szukając na forach, w formie oleistej suplement. Chłepce chętnie i świąd minął w 90% choć kąpie się na potęgę w stawie.

No i ku…wa co?

O.K. A teraz o mojej mamie. AMD – zwyrodnienie plamki żółtej. Coraz gorzej widzi, okulistka nic nie pomaga, leki przepisane przez nią nie działają. O.K. biorę sprawę we własne ręce. W internecie wpisuję te hasła chorobowe i wyskakują informacje wraz z podstawowymi lekami – suplementami… Okulistka nic o nich nie wspomniała. Bez recepty, wykupuję i pilnuje aby co najwyżej sceptycznie nastawiona mama zażywała je.

Po kilku tygodniach mama raz wraca z przystanku zaaferowana. Rozkład jazdy którego nie mogła przed moją – windykatora kuracją przeczytać, przeczytała bez problemu teraz….

Mijają jednak kolejne miesiące, mija ponad rok i wzrok znów pogarsza się, te suplementy już nie działają. W międzyczasie zmieniła okulistkę ale ta nowa nic efektywnego jej nie zaordynowała.

Byłbym niemal bezradny ale widzę, że picie wina czerwonego jakby mnie samemu (niezły) wzrok wyostrzyło. Zaczynam więc studiować ja doktor nauk medycznych specjalista ds. windykacji w internecie, cóż takiego czerwone wino zawiera, co może mieć pozytywny wpływ na wzrok. I jest – resveratrol.

Przez internet zamawiam resveratrol w formie zmikronizowanej (mniejsze cząsteczki aby były lepiej wchłanialne).  Minął przedwczoraj miesiąc odkąd pilnuje aby matka to zażywała.

Już od tygodnia nie musi podchodzić do telewizora aby przeczytać co tam na dole w wiadomościach piszą na białym albo żółtym tle…

O.K. nikt tego suplementu (bardzo silny przeciwutleniacz) oficjalnie nie zatwierdził jako leku jak dotąd. Czy jednak pi…do jedna z drugą nie możesz o tym pacjentowi wspomnieć, żeby spróbował? Ty ku…wo jedna z drugą dokształcasz się czy nie?

26/07/2014

kategoria: lekarze

Komentarze do '„Lekarze” i znachorzy – windykatorzy'

Subscribe to comments with RSS

  1. Spokojnie Roberto, nie wieszaj tak piesków na biednych doktorach bo Ci żyłka pęknie 🙂 Weź pod uwagę iż lekarze należą do korporacji zwanych Okręgowymi oraz Naczelnymi Izbami Lekarskimi (czy tam Radami, nie ważna nazwa…). I te organy zalecają im by swoim pacjentom przepisywali tylko te leki, jakie korporacja uważa za „uznane”. Gdyby lekarz kazał pacjentowi np wcierać nać pietruszki w miejsce ukąszenia komara, mógłby się narazić korporacji. A jak pamiętam to moja ś.p. babcia tak mi kazała robić i naprawdę pomagało i swędzenie przechodziło 🙂 Lekarz nie może zalecić kuracji, jakiej nie ma w „standardzie”, choćby jej skuteczność była potwierdzona przez pokolenia pacjentów. Bo narazi się na zarzut iż nie postępuje wg „sztuki lekarskiej”. Ale zanim się przystąpi do takiej kuracji, warto jednak skonsultować ją ze specjalistą. Lekarz nie zmusi Cię do jej porzucenia, niemniej człowiek rozsądny powinien wysłuchać jego argumentów i samemu potem podjąć decyzję. Najwyżej usłyszysz że coś takiego nie pomoże ale i nie zaszkodzi. Więc można stosować. No ale jakby się tak zdarzyło że Twoja Wielce Czcigodna Mama byłaby uczulona na jakiś składnik podawanego jej przez Ciebie preparatu i nie zwróciłbyś na to uwagi ? A być może prowadzący ją od lat lekarz doczytałby się tego w zaprezentowanym mu specyfiku.

    Szalony Kefir

    26 Lip 14 23:17

  2. No to niech i korporacja doucza się. O skutkach ubocznych w każdym przypadku poczytaliśmy. Lekarz chyba jednak może wspomnieć o tych specyfikach z zastrzeżeniem, że oficjalnie tego nie rekomenduje, że nie ma uznanych wyników badań, że możesz spróbować na własną odpowiedzialność…

    Bez przesady, jak można nie wspomnieć o dwóch ziołowych lekach co już w Wikipedii piszą (i które matce pomogły): http://pl.wikipedia.org/wiki/Zwyrodnienie_plamki_%C5%BC%C3%B3%C5%82tej „Wykazano, że dwa leki ziołowe mogą zatrzymać postęp, a nawet zmniejszyć upośledzenie widzenia: Ginko biloba, czyli miłorząb japoński (24% roztwór) – 40 mg trzy razy dziennie oraz wyciąg z czarnej borówki (25% antocjanidyna) – 80 mg trzy razy dziennie.” WYKAZANO

    A ten weterynarz? Przecie chodzi o olejek dostępny od lat w sklepach zoo. No, OK, nie wszystko musi wiedzieć ale mam w takim razie przesłanie dla osób którym lekarz nie jest w stanie pomóc: SZUKAJCIE NA WŁASNĄ RĘKĘ, W INTERNECIE, BO WYBAWIENIE MOŻE BYĆ W ZASIĘGU RĘKI.

    admin

    27 Lip 14 07:19

  3. Dodam jeszcze, że moja mama też jest lekarzem, emerytowanym.

    admin

    27 Lip 14 09:39

  4. Wiesz, z lekarzami czy weterynarzami jest jak z windykatorami 🙂 Są lepsi i gorsi. Są tacy co ciągle się uczą chcąc być na bieżąco z postępami medycyny oraz z całą sferą ją wspomagającą. I są tacy, którzy od czasu uzyskania specjalizacji nie przeczytali już nic w swojej dziedzinie. Trzeba po prostu korzystać z usług tych najlepszych. Zarówno w medycynie jak i w windykacji 🙂
    A tak a propos tej ostatniej (żeby utrzymać się w ogólnej konwencji bloga):
    Z ciekawości skontaktowałem się z pewną firmą windykacyjną, która zapraszając do korzystania z jej usług twierdzi że koszty windykacji przerzuca na dłużnika. Zaciekawiło mnie na jakiej zasadzie oni mogą kosztami pozaprocesowymi obciążyć np pożyczkobiorcę gdy zarówno on jak i pożyczkodawca nie są podmiotami gospodarczymi. (Ostatnio w Kruku znalazłem informację że w przypadku podmiotów wg nowych przepisów można doliczać takie koszty dłużnikowi – przyznam iż nie zgłębiłem dalej tego tematu). Wysłałem im maila z prośbą o bliższe informacje na ten temat. Trochę kręcili ale kiedy w końcu napisałem że nie mogę podjąć decyzji o korzystaniu z ich usług dopóki nie zobaczę formularza umowy wykonania usługi, skapitulowali i ją przysłali. Kiedy ją zacząłem czytać, oczy mi zaszły łzami ze śmiechu 🙂 Ta umowa wyglądała tak, jakby ją napisał w pośpiechu jakiś gimnazjalista na dużej przerwie. Pozwolę sobie na przytoczenie jej fragmentu:

    „1. Zaliczka w wysokości: ¼ należnej prowizji tj. 0,00 zł (słownie zero) za przyjęcie zlecenia, płatna przy podpisywaniu umowy zlecenia windykacji wierzytelności zwracana przy nieskutecznej windykacji należności.
    2. Prowizja w wysokości: 30 (słownie: trzydzieści) od każdej wyegzekwowanej od dłużnika kwoty, niezależnie od sposobu zaspokojenia wierzytelności (zwrot towaru, kompensata, itp.). Wynagrodzenie prowizyjne należne jest od dnia przyjęcia zlecenia do dnia wniesienia przez Zleceniobiorcę wniosku o wszczęcie egzekucji przeciwko dłużnikowi.”

    I wyobraźcie sobie że istnieją klienci, którzy korzystają z tego typu firm ! 🙂 A to tylko jeden „kwiatków” tej umowy. Aż mnie korciło by im dać do windykacji jakąś moją mniej znaczącą wierzytelność. I a conto prowizji przysłać im np 30 starych kasztanów 🙂 No ale doszedłem do wniosku iż jako odpowiedzialny windykator-amator muszę dbać nie tylko o mój uzasadniony interes, ale też zabezpieczyć interes dłużnika. Czyli konkretnie jego dane osobowe. Odstąpiłem więc od tego pomysłu.
    Oczywiście w umowie kosztami jakimi obciążano dłużnika były wyłącznie koszty procesowe, które z urzędu są przez niego ponoszone w przypadku niekorzystnego wyroku czy postanowienia sądu. Firma w zasadzie jest tylko pośrednikiem pomiędzy sądem czy komornikiem a wierzycielem i jak komornik coś ściągnie, wtedy oni biorą z tego prowizję (te kasztany ?) i potem resztę przekazują wierzycielowi. Co ciekawe, w umowie tej nie oznaczono nawet stron posiłkując się tylko wyrazami „zleceniobiorca” i zleceniodawca” (pod spodem podpisy za „zleceniobiorcę” i zleceniodawcę”). Nie oznaczono też miejsca jej podpisania. Nie jestem prawnikiem, ale przeczytałem już w swoim życiu wiele umów przed ich podpisaniem i wg mnie to są chyba rzeczy podstawowe,
    I wiecie że nawet mają jakichś klientów ? Znalazłem bowiem na ich liczącej bodaj 20 pozycji „giełdzie wierzytelności” jedną moją dłużniczkę (przypuszczam skąd się wzięła ta wierzytelność) Brak informacji o tytule wykonawczym i ewentualnej nieskutecznej egzekucji. Jeno imię, nazwisko, kod pocztowy, miejscowość oraz kwota długu (bez info czy to należność główna czy już z odsetkami).
    Choć to są już niuanse.
    A teraz znów wracając do Twojego Robercie wpisu: Na tym jednym przykładzie mógłbym wysnuć teraz wniosek iż wszystkie firmy windykacyjne to w istocie rzeczy sami dyletanci, którzy żerują na nieświadomości wierzycieli pobierając od nich pieniądze za bezdurno. A teraz wazelinka 🙂 : Tymczasem dzięki temu blogowi mam świadomość że tak nie jest :)))

    Szalony Kefir

    27 Lip 14 10:09

  5. Temat nowych przepisów wedle których można dłużnika obciążyć kosztami windykacji, był na tym blogu poruszany. Dopóki ktoś tego w praktyce nie przećwiczy i nie pojawią się orzeczenia sądowe zasądzające te koszty, to ja z taką informacją do klientów nie wychodzę. Moje wątpliwości w szczególności budzi to, że nie określono maksymalnej kwoty kosztów. Teoretycznie oznacza ro, że możemy się dogadać iż Ty zlecasz mi windykację np. 20 tysięcy złotych i ustalamy w umowie, że prowizja od odzyskanego długu wynosi np. 60% czyli 12 tysięcy złotych i że po ściągnięciu tej prowizji od dłużnika podzielimy się nią. Bardzo wątpię że jakiś sad zasadzi mi to tzn. że dłużnik ma zapłacić te koszty.

    Lekarza z windykatorem nie porównywałbym. Windykatorem może zostać byle matoł chyba nawet średnie wykształcenie nie jest wymagane. Lekarz to osoba po studiach i to po trudnych studiach a okulistka dodatkowo po specjalizacji. Lekarz to zawód zaufania i szacunku społecznego, mają chyba kodeks etyczny. Skoro ani jedna ani druga okulistka nie wspomina nawet o tych ziołach – wyciągach i zarazem nie jest w stanie pomóc powiedzmy że standardowymi terapiami, to coś jest bardzo nie tak jak być powinno.

    admin

    27 Lip 14 11:41

  6. Wspominasz że Twoja rodzicielka jest lekarzem emerytowanym, stąd pytanie : czy jest podobnego zdania do Twojego jakie przedstawiłeś w tym temacie?

    Zdziś Marchewka

    27 Lip 14 13:12

  7. Tak i nie waha się przed krytykowaniem. Czy była lepsza praktykując, tego nie wiem.

    admin

    27 Lip 14 13:58

  8. Też jestem ciekaw jak to z tymi kosztami windykacji, przekraczającymi 40 eurasków jest. A czy ktoś w ogóle wnosił chociażby o te 40Euro?

    pall.mall

    27 Lip 14 14:08

  9. Ja nie wnosiłem.

    admin

    27 Lip 14 14:16

  10. Jak chodzi o lekarzy i opiekę zdrowotną, stoję na stanowisku iż tylko zdrowa konkurencja pomoże odsiać ziarna od plew. Blokowanie tego rynku przez korporację lekarską działa na niekorzyść pacjentów. Pomimo wmawiania im że to „dla ich dobra”. Zresztą takie tłumaczenie zawsze działało na mnie jak płachta na byka, bo ono dowodzi że traktuje się mnie jako osobę mało odpowiedzialną i chyba umysłowo niepełnosprawną, za którą należy podejmować decyzje komu mają być przekazywane MOJE pieniądze.
    Dla nie zorientowanych w temacie krótka informacja: To Izby Lekarskie decydują ile i jakie specjalizacje mogą robić absolwenci studiów lekarskich. Co powoduje że taki absolwent marzący np o specjalizacji z ortopedii, robi z konieczności specjalizację np z medycyny ratunkowej. Bo w jego miejscowości w danym roku otwarto tylko jedną lub dwie specjalizacje, na które z reguły dostają się dzieci uznanych członków korporacji, a reszta musi czekać do następnego roku. Oczywiście bez gwarancji iż wtedy będzie jakakolwiek specjalizacja z ortopedii w ich rejonie i czy znowu nie „zasiedli” jej znajomy królika. Więc biorą co jest, a co niekoniecznie im się podoba i w czym dobrze się czują. A wiadomo jak jest z taką pracą, która nie stanowi jednocześnie pasji.
    Odpieram od razu ewentualny zarzut iż jakby np. wszyscy rzucili się na intratną w społecznym odczuciu ginekologię, to byłyby braki np w chirurgii szczękowej czy w kardiologii. Rynek by to szybko zweryfikował i część ginekologów musiałaby z konieczności zrobić jeszcze inną specjalizację albo umrzeć z głodu 🙂 Gdyby było inaczej, mielibyśmy np nadmiar chleba z powodu nadmiaru piekarzy i niedobór ziemniaków, bo nikomu nie chciałoby się ich uprawiać. A jednak zawsze się znajdą i producenci ziemniaków i producenci chleba. W takich mniej więcej proporcjach, w jakich rynek może wchłonąć ich produkcję.

    Szalony Kefir

    27 Lip 14 15:46

  11. To prawda.

    admin

    27 Lip 14 15:52

  12. Lekarze w większości przypadków to sługusy korporacji farmaceutycznych. Ich celem nie jest wyleczenie tylko, leczenie i to jak najdłużej i za jak największą kasę.
    Pewnie większość z nich wie o środkach alternatywnych (suplementy i zioła), ale jak zaczną to przepisywać to wtedy skończą się sponosorowane wyjazdy na sympozja i szkolenia na hawaje tudzież inne ciepłe miejsce.
    Niestety wszystkim rządzi kasa…

    zenek

    28 Lip 14 08:05

  13. To także prawda. I zapewne nietrudno przedstawicielowi firmy farmaceutycznej wejść w układ z aptekarzem celem sprawdzania czy lekarz X rzeczywiście przepisuje ich leki i należy mu / jej się wyjazd na Kanary pod pretekstem szkolenia.

    admin

    28 Lip 14 08:07

  14. @Admin, a bo to rejonizację aptek mamy? A skąd szanowna firma farmaceutyczna wie, czy N pacjentów doktora X z Jeleniej Góry nie wykupi jego recept w Suwałkach?

    Przemek | Blog o egzekucji

    29 Lip 14 18:14

  15. Przy wielu przychodniach i szpitalach są apteki to raz i po wyjściu od lekarza wielu pacjentów w takich aptekach recepty realizuje, co dość naturalne. A i wielu lekarzy może zachęca do tego mając jakieś przyjazne układy z właścicielem apteki. Sam akwizytor farmaceutyczny też może powiedzieć lekarzowi, żeby rekomendował te najbliższa aptekę, to wtedy on będzie mógł sprawdzić łatwo i przepchnąć u szefa wyjazd na „szkolenie” do Miami na przykład.

    Oczywiście nie zawsze tak jest ale jednak zapewne z 95% osób realizuje recepty w swej miejscowości. A po tych aptekach jeździ sobie lokalny akwizytor farmaceutyczny mający to miasto w swej gestii i sobie może u życzliwych farmaceutów posprawdzać, czy doktor X przepisuje lek Y czy może bardziej konkurencyjny lek i ściemnia.

    admin

    29 Lip 14 18:35

  16. Jeżeli mówimy o „konkurencyjnym leku” (czyt. takim samym, ale wyprodukowanym przez inną firmę), to jak dostaniesz receptę, możesz spokojnie sobie o lek innej firmy (inaczej się nazywający ale z tym samym składnikiem aktywnym) poprosić i muszą Ci dać 🙂

    Przemek | Blog o egzekucji

    29 Lip 14 22:44

  17. Wniosek – jak lekarz coś zapisuje, to trzeba kupić to samo, ale innej firmy. Efekt leczniczy ten sam, a nie będziesz gnojowi wycieczki do Miami fundować 🙂

    Przemek | Blog o egzekucji

    29 Lip 14 22:45

Skomentuj