Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

Dłużnik mówi, że przez wpis na giełdzie długów nie może otrzymać kredytu na spłatę długu

skomentuj

Kiedyś już pisałem na tym blogu o tym, że umieszczenie dłużnika w rejestrze długu może w niektórych przypadkach przynieść więcej szkody niż pożytku. Chodzi o przypadki, w których dłużnik (przedsiębiorca) nie reguluje należności dlatego, że ma faktyczne problemy finansowe. Jeżeli z powodu wpisu w rejestrze dostawcy odmówią mu kredytu kupieckiego (sprzedaży towaru z terminem płatności), to nie wypracuje zysku a tym samym dalej nie będzie miał z czego zapłacić długu.

Co do zasady, to raczej nie usiłuję dociekać, czy dłużnik nie płaci ze złej woli czy dlatego, że naprawdę nie ma pieniędzy. Jednak jeżeli któryś zadzwoni i prosi o usunięcie wpisu, to skłonny jestem wysłuchać go i może kiedyś 🙂 zdarzy się tak, że pójdę mu na rękę. Na pewno jednak nie w takim przypadku, jaki opisuję poniżej.

Dłużniczka – przedsiębiorca otrzymała wezwanie do zapłaty na kilka dni przed Świętami Wielkanocnymi i od razu dzwoni jej mąż. Grzecznie mówi, że za kilka dni zapłaci, że może przed świętami jeszcze przelew do nas nie dotrze ale dzień, dwa po świętach już tak. I jeszcze pyta, czy nie mamy konta w euro, żeby nie było straty na przeliczeniu. Istotnie, klientem moim a jej wierzycielem jest niemiecka firma i zapłata ma być dokonana w euro a ja podałem konto w złotówkach. Dziękuję mu za zwrócenie mi uwagi i sms-em wysyłam numer naszego rachunku bankowego w euro, na co on odpowiada „OK” czyli sielanka. Przy okazji, dobre oferty kont firmowych są tutaj, ale wracam już do tematu. Święta, święta i po świętach… jeden, drugi trzeci dzień po świętach… Mija tydzień i … przelewu ani słychu ani widu. No to ja panią dłużniczkę wraz z danymi jej firmy do internetu – na moją giełdę wierzytelności. Po kilku dniach po wpisaniu w Google nazwy jej firmy mój wpis na giełdzie jest na pierwszej pozycji. No i niebawem dzwoni znowu jej mąż ściemniacz. Ma żal o to, że od razu umieściliśmy ją w internecie i że przez to (jak bank zobaczy wpis), to ona może … nie dostać kredytu który już w ciągu kilku dni ma zostać przyznany 😉 i z kredytu chcą zapłacić mi. Ja mu na to, że nie współgra to zupełnie z tym, co powiedział przed świętami i że jest niewiarygodny w tym momencie. Mimo jego usilnych próśb o usunięcie wpisu oczywiście odmawiam. Dzwonił jeszcze do Niemców a po jakichś trzech tygodniach znowu do mnie, że kredyt tuż tuż za kilka dni 😉 ale radzi mi usunąć wpis, bo jemu najlepszy toruński adwokat powiedział, że wpis jest bezprawny i że mogę mieć nieprzyjemności. Ja mu na to, że wszystko jest w zgodzie z prawem i że skoro kredyt będzie jej przyznany za kilka dni i zapłaci mi, to od razu wpis usunę, więc w czym problem? Coś tam wybełkotał i rozłączył się. Jest to jeden z tych przypadków, w których nie należy dłużnika oszczędzać, bo prawdopodobnie w ogóle nie ma zamiaru zapłacić (nawet centa nie spłacił). I czasem warto porozmawiać, wysłuchać aby utwierdzić się w przekonaniu, że upublicznianie jest w tym wypadku całkowicie wskazane jak również zastosowanie dodatkowych niemiłych bodźców windykacyjnych.

Tak na marginesie przypominam, że odkąd zrezygnowałem z KRD, Infomonitor oraz ERIF (jako zupełnie nieskutecznych w windykacji) to pisząc o rejestrze długów w tej notce, mam na myśli internetowy, działający pod płaszczykiem giełdy wierzytelności. ;-). Ten, w przeciwieństwie, do BIG-ów wyżej wymienionych (wszystkich razem wziętych), skuteczność windykacyjną od czasu do czasu wykazuje.

16/06/2013

kategoria: rejestry długów

Skomentuj