Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

Na zeszyt

komentarzy 5

Zawsze myślałem, że tylko osoby mało rozgarnięte życiowo mogą nie rozumieć tego, że wierzytelność powinna być udokumentowana podpisem dłużnika, bo w przeciwnym przypadku wierzyciel może nie być w stanie wykazać, że wierzytelność faktycznie istnieje. Okazuje się jednak, że także wykształceni, inteligentni ludzie mogą nie zdawać sobie z tego sprawy, zaskakując swą naiwnością.

Odwiedził mnie w zeszłym tygodniu kolega z liceum – chirurg klatki piersiowej, między innymi dwa lata pracy Irlandii w zawodzie, w liceum chyba był najlepszy w klasie z matmy, czyli człowiek na poziomie. Poprosił mnie o pomoc w windykacji dla znajomego który ma w pewnym miasteczku warsztat samochodowy i tak przez pewien czas naprawiał zaprzyjaźnionym przedsiębiorcom samochody ale ci (wykorzystując to że jest to człowiek „do rany przyłóż”) ściemniali że kasy nie mają, bo kryzys itp. i zapisywał ich do zeszytu niczym pani sklepowa na mazurskiej wsi.

Uzbierało się temu właścicielowi warsztatu w ten sposób … około 40 tysięcy złotych do odzyskania… No i ten kolega z liceum dowiedziawszy się od kogoś że firmę windykacyjną prowadzę, przyszedł do mnie po pomoc dla tamtego. Wytłumaczyłem mu że ja takich „wierzytelności” nie przyjmę bo nie są w żaden sposób potwierdzone. Pomimo obrazowego tłumaczenia że np. ja też mogę wziąć zaraz zeszyt z komody i wpisać go jako dłużnika mojego (że niby porad mu udzielałem) chociaż nic takiego nie miało miejsca i że to jest gó…no a nie wierzytelność, widziałem że jakoś nie do końca ogarnia temat. Owszem, kiwał głową, ale coś mu nie pasowało. Ku…wa, zupełnie jak z tymi ludźmi co dzwonią i chcą zlecić windykację, mają jako „dowód” tylko niepodpisaną fakturę i nie rozumieją mimo moich starań w tłumaczeniu, że nie mają żadnego dowodu…

Muszę kiedyś nagrać siebie samego jak to tłumaczę a później na spokojnie odtworzyć to sobie bo może z moimi umiejętnościami interpersonalnymi jest coś nie tak. Jednak ku…wa o rzeczach o których tu piszę każdy powinien wiedzieć w ramach prostego instynktu zachowawczego, no tak myślę.

26/09/2011

kategoria: dowody

Komentarze do 'Na zeszyt'

Subscribe to comments with RSS or TrackBack to 'Na zeszyt'.

  1. Kiedyś pisałem już o tym, że do takich „sprzedaży na zeszyt” dobrze nadaje się weksel, bo jest z nim (ale to nie jedyna zaleta) „najmniej pisania”: http://www.remitent.pl/sprzedaz-na-zeszyt-zabezpieczona-wekslem/1522

    Lech

    26 Wrz 11 08:26

  2. Wcale mnie to nie dziwi że lekarz nie mógł tego ogarnąć. To wyjątkowo mało elastyczni ludzie.

    Anonim

    26 Wrz 11 09:18

  3. Może nie mogą uwierzyć, że czyjaś obietnica zapłaty jest bez znaczenia?

    Lech

    26 Wrz 11 09:19

  4. Widać, że nie znasz lekarzy. Oni tylko na służbie w kitlach takimi się być wydają ewentualnie. Większość z nich jest pewnie o wiele bardziej elastyczna od Ciebie, Kolego. A i głowy do interesów mają.

    pólmónolok

    26 Wrz 11 09:53

  5. „zapisywał ich do zeszytu niczym pani sklepowa na mazurskiej wsi”

    Na mazurskiej wsi to inna sprawa, jest jeden sklep a pani sklepowa ma autorytet jak proboszcz albo sołtys. Gdy który wieśniak zaprzeczy że ma dług w sklepie to jest skończony.

    troll

    26 Wrz 11 12:26

Skomentuj