Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

A gdzie to tak jest, że radcy prawni…

skomentuj

No i taki mail:

Mam problem ze sciągnięciem długów od sąsiadki. Sprawę konsultowałam z radcą prawnym – kancelaria nie chce jednak podjąć się tego  ponieważ „pokierowanie sprawą przez kancelarię niestety jest nieopłacalne – nie ściągniemy z dłużniczki ani pani należności ani naszego wynagrodzenia”.

Pokrótce przedstawię sprawy – są dwie i dotyczą tej samej osoby:

1 sprawa:

Wzięłam na siebie pożyczkę gotówkową na kwotę 2500 zł. Pożyczka oprocentowana około 18% w skali roku. Sąsiadka miała ją spłacać – 2 lata (od listopada 2010). Na pożyczenie tych pieniędzy spisałyśmy umowę w której ujęłyśmy jaka kwota, jakie oprocentowanie, jakie raty (miesięcznie 175 zł jak sie nie mylę). Jako zabezpieczenie tej umowy ujęłyśmy samochód sąsiadki, który miał przejść na moją własność w przypadku nie zapłacenia choć jednej raty. Z tego powodu spisałyśmy też umowę kupna-sprzedaży tegoż samochodu – w razie gdyby faktycznie musiało dojść do przejęcia auta. Sąsiadka już w grudniu nie zapłaciła raty, co zostało ujęte na zobowiązaniu spłaty – SPRAWA 2. Potem płaciła mi w kratkę – 1 miesiąc płaciła, dwa nie. W końcu na koniec marca lub początek kwietnia powiedziałam jej iż ma mi przekazać kluczyki, bo sprzedaję jej (moje) auto, gdyż chcę spłacić kredyt, którego ona nie spłaca regularnie. Sąsiadka stwierdziła, że sama je sprzeda i wpłaci mi uzyskane pieniądze na tenże kredyt. Auto wprawdzie sprzedała, ale ja pieniędzy nie zobaczyłam. łączna wartość tego kredytu (24*175) to 4200 zł. Obecnie częściej spłacam go ja niż ona. Akurat w bieżącym miesiącu po wielu naciskach i telefonach wpłaciła mi pierwszy raz od 3 mcy ratę. Ogólnie sąsiadka zapłaciła do tej pory 4 raty czyli 700 zł.
2 sprawa:

Sąsiadka w styczniu 2011 napisała zobowiązanie (odręcznie) na spłatę długu (który w zasadzie wyłudziła ode mnie od września do października 2010 r) o łącznej wysokości 1915 zł. W zobowiązaniu ujęła, iż kwota ta obejmuje: dobrowolne wybranie z mojej karty kredytowej kwoty 1000 zł (w największej swojej naiwności oddałam w jej ręce kartę, z której miała wybrać 500 zł jako pożyczkę „na 2 dni”) + odsetki od transakcji 50 zł; nie przekazanie mi od kogoś kto oddał w jej ręce dla mnie pieniądze – 690 zł; oraz nie opłacenie jednej z rat (które zobowiązała się spłacać) – 175 zł. W zobowiązaniu sama wyznaczyła sobie termin spłaty – 1000 zł do końca lutego, reszta w ratach. Do dziś nie zobaczyłam ani grosza.

Ponieważ jak do tej pory każde wyciągnięcie od sąsiadki choćby pieniędzy na ratę wiąże się ze sporym nakładem sił, nerwów i telefonów – a i tak przeważnie nie płaci – chciałabym odzyskać wszystkie pieniądze, które wynikają z umowy oraz zobowiązania. Jak dobrze liczę, jest to: 4200 zł kredytu minus 700 zł zapłaconych rat = 3500 plus 1915 zł. Daje to kwotę 5415 zł.

Sąsiadka nie pracuje obecnie legalnie. Od jakiegoś roku ima się różnych prac – najczęściej na umowę zlecenie z których odchodzi po pierwszej wypłacie. Ma natomiast męża, który rozsądnie – z tego co się orientuję – zarabia. Nie mają rozdzielności majątkowej. Mąż kupił sobie po sprzedaży tamtego auta auto warte ok. 20 000. Żonie oddał swoje stare. Czy sąsiadka posiada jeszcze jakieś długi? Nie mam pojęcia – biorąc pod uwagę jak – potocznie mówiąc – kombinuje, podejrzewam że może ich mieć sporo. Ale raczej po znajomych.

Czy jest jakaś szansa na odzyskanie tych pieniędzy?

Pokierowanie sprawy do sądu jest dla kancelarii nieopłacalne ale ze względu na niskie kwoty roszczeń a co za tym idzie – niskie stawki zastępstwa procesowego, w tych wypadkach. Pierwsze  słyszę, żeby radca prawny pobierał swe wynagrodzenie z tego tytułu tylko w przypadku odzyskania długu przez komornika.

W opisanej sytuacji być może jednak lepsze będzie takie proszenie, naciskanie na nią przez Panią niż oddanie sprawy do windykacji albo do sądu. Ewentualnie może jej Pani zapowiedzieć, że ma Pani zamiar zlecić odzyskanie długu, może taka zapowiedź zmobilizuje ją do szybszego spłacania długów. Jeżeli jednak faktycznie dojdzie do zlecenia windykacji (jakiejś śmiesznej) firmie windykacyjnej, to wkrótce może ona w ogóle przestać spłacać dług gdy zobaczy, że windykacja to pic na wodę – firma windykacyjna nic nie robi. Podobnie może być w przypadku egzekucji komorniczej, jeżeli ona nie ma żadnego majątku a żaden komornik jeszcze nie prowadził przeciwko niej egzekucji. Na razie może irracjonalnie obawiać się egzekucji nie zdając sobie dokładnie sprawy z tego, co może a czego nie może komornik, ale jak już zobaczy że nic jej nie może on zrobić, to przestanie spłacać długi.

Innymi słowy, kierowanie sprawy do (ale jakiejś sprawdzonej) firmy windykacyjnej sugerowałbym tylko w takich przypadkach gdy dłużnik w ogóle nie spłaca długu lub dokonuje wpłat jedynie symbolicznych o ile jednocześnie mamy podstawy przypuszczać, że dłużnik nie ma ani oficjalnych, w miarę wysokich dochodów ani majątku. A prawdopodobnie tak jest w opisanym przypadku.

27/07/2011

kategoria: prawnicy

Skomentuj