Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

Wpisujcie ich dane w Google w kontekście słów…

komentarzy 5

Już kiedyś o tym wspomniałem na tym blogu ale teraz jeszcze raz a za jakiś czas będzie jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz, aż do skutku. Aż wszyscy zaczną należycie korzystać z błogosławieństwa jakim obdarzyło nas dwóch rosyjskich Żydów, a które zowie się Google.

Wczoraj znów jeden potencjalny klient „pochwalił mi się” iż oto kilka dni temu znalazł swojego dłużnika w Google jako figurującego z wyrokiem na giełdzie wierzytelności jednej z firm windykacyjnych. Niestety, znów „czeski błąd” – wpisał go po udzieleniu mu kredytu kupieckiego (już pół roku mija od terminu płatności a dłużnik ani grosza nie spłacił) a nie przed… Tak z ręką na sercu, to z dziesięć takich przypadków mam w miesiącu, zwykle gdy sam sprawdzam dłużnika i widzę że już figuruje jako taki w internecie, z długiem wcześniejszym niż ten wobec potencjalnego klienta.

Może i wielu przedsiębiorców, wiele osób już sprawdza w Google potencjalnego klienta, stronę umowy, ale z tego co wiem, robią to źle. Błąd polega na tym że wpisują samą nazwę / nazwisko dłużnika (ewentualnie plus adres, siedzibę). W efekcie tak zadanego pytania często w wynikach pojawiają się najpierw różne wpisy firmy – dłużnika w katalogach, bazach firm, itp. a wpis z nim na giełdzie wierzytelności gdzieś w dole wyników przez co nie zostaje dostrzeżony. Dlatego też szukamy go jako dłużnika wpisując obok nazwy/nazwiska słowo lub frazę związana z zadłużeniem, windykacją, wierzytelnością itp. Czyli nie samo np. „Jan kowalski” ale np. „Jan Kowalski wierzytelności” albo „Jan Kowalski Giełda długów” albo „Jan Kowalski dłużnik” itp. Sprawdź też tak: Wpisz w Google nazwę Twojej firmy + „opinie”

Nadmieniam przy tej okazji że wyszukiwarka Google absolutnie nie indeksuje wpisów zawartych w Krajowym Rejestrze Długów więc aby mieć dostęp do prawie dwóch milionów dłużników w KRD, trzeba nawiązać współpracę z tym rejestrem. Większość z nich może nie figurować w internecie.

Uwierz mi, to zaiste irytujące, gdy wygodzisz komuś kredytem kupieckim po czym (jak bezskutecznie minie termin zapłaty) wpiszesz go w Google albo sprawdzisz w KRD i … jest już wpisany przez kogoś innego i zapewne był wpisany jeszcze zanim Ciebie naciągnął.

Oceń wpis:
[Liczba głosów: 0 Ocena średnia: 0]

23/05/2011

kategoria: rejestry długów

Komentarze do 'Wpisujcie ich dane w Google w kontekście słów…'

Subscribe to comments with RSS or TrackBack to 'Wpisujcie ich dane w Google w kontekście słów…'.

  1. Ja z ciekawości kiedyś sam siebie sprawdzałem w ten sposób. Okazało się, że oczywiście długów nie mam, ale za to istnieje ktoś o moim imieniu i nazwisku, kto zajmuje się… egzekucją wierzytelności i ma całkiem dużą kancelarię 🙂

    Rex

    23 maja 11 08:54

  2. U jednego stałego klienta w biurze są bardzo przemądrzałe „niunie”… Co jedna to lepszy śpec od marketingu. Aliści kiedyś szukali nowej firmy kurierskiej i upatrzyli sobie jedną i chcieli ją sprawdzić w Google a mianowicie w jakichś rankingach firm kurierskich. Niunie wpisywały tylko nazwę firmy i sprawdzały na kilku(nastu) stronach wyników wyszukiwania i nic… Żadnych info z rankingów, opinii. Wtedy właściciel zadzwonił do mnie po pomoc no to wpisałem w Google „nazwa firmy ranking” itp. i za dwie minuty przesłałem im mailem linki do kilku rankingów w których była ta firma. Nie mogli się nadziwić, jaki to super wywiadowca ze mnie. Nie zdradziłem im „sztuczki”. Niunie od tej pory przybrały wobec mnie rywalizujące i wyniosłe nastawienie w kontaktach telefonicznych.

    admin

    23 maja 11 12:00

  3. Ja się dowiedziałem, że startowałem na burmistrza Otwocka 😉

    Lech

    23 maja 11 12:00

  4. Lech to miałeś kiepski pijar 😉
    Teraz może czas iść w posły?

    A wracając do rzeczy wkurzających. Pewna firma, którą obsługiwałam miała odziały. Jeden sprzedał sporo towaru pewnej spółce i zaliczył klasyczną wtopę – spółka rozpłynęła się we mgle. Jakiś rok później na moje biurko trafiły akta kolejnej spółki (towar sprzedał inny oddział). Co się okazało – obie spółki miały…. tego samego prezesa. Fakt ten wychwyciłam dopiero ja kojarząc nazwiska. Wrzucając delikwenta w google wyskoczyła wielka lista….długów.

    Katarzyna

    28 maja 11 10:56

  5. Miał tupet ten prezes. Chociaż pewnie był tylko figurantem – słupem a decyzje podejmował ktoś inny.

    admin

    28 maja 11 11:28

Skomentuj