Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

Ja mu „Szczęść Boże” a on mi „Do widzenia”.

komentarze 2

Stara sprawa windykacji prywatnej pożyczki której ksiądz wikary a obecnie proboszcz (już w innej parafii) udzielił pewnej dziewczynie. Uzyskaliśmy tytuł wykonawczy, egzekucja komornicza okazała się bezskuteczna. Dłużniczkę w końcu zmógł chyba wpis w Krajowym Rejestrze Długów ale też w między czasie znalazła sobie bogatego konkubenta. Dość, że w końcu zapłaciła. I tylko o tym rozczarowaniu moim na koniec chciałem napisać.

Nie jestem zbytnio praktykujący, wiecie, raz na rok do kościoła jak jest msza za zmarłego ojca, księdza na kolędzie przyjąć i tyle. Jednak tak jakoś radośnie mi na sercu było po odzyskaniu (dość niespodziewanym odzyskaniu) tej pożyczki że na zakończenie w krótkiej i uprzejmej rozmowie telefonicznej z księdzem proboszczem pozwoliłem sobie na „Szczęść Boże” a w odpowiedzi uzyskałem „Do widzenia”.  Przykro mi się zrobiło. Jak już to chyba odwrotnie bywa w życiu tzn. ksiądz z chrześcijańskim pozdrowieniem a cywil z cywilnym, a tu odwrotnie. Może był zły że prowizję swoją pobrałem od odzyskanej kwoty… Zgodnie z umową przecież.

Oceń wpis:
[Liczba głosów: 0 Ocena średnia: 0]

23/04/2011

kategoria: społeczeństwo

Komentarze do 'Ja mu „Szczęść Boże” a on mi „Do widzenia”.'

Subscribe to comments with RSS or TrackBack to 'Ja mu „Szczęść Boże” a on mi „Do widzenia”.'.

  1. Miałem podobną sytuację. Okazało się, że ksiądz akurat był u fryzjera czy w biedronce po cywilnemu i po prostu nie chciał się odkrywać. To (przeważnie) normalni ludzie – nie ma się co zrażać.

    Adam

    23 Kwi 11 09:38

  2. Istotnie, mogło tak być.

    admin

    23 Kwi 11 10:16

Skomentuj