Doradca

bezpłatne porady prawne i finansowe

Ja Pana nie toleruję

komentarzy 5

To było z siedem lat temu, jeszcze wtedy piłem dużo piwa i znany nie byłem jako windykator u mnie w okolicy, poza branżowym środowiskiem. I raz z sądu wracając wstąpiłem do osiedlowego baru. Właściciel zawistny strasznie jak ktoś wśród gości mówi o pieniądzach, że zarobił, że coś sobie kupił, podobno pracował w Służbie Bezpieczeństwa PRL.

Ja miałem w teczce trochę znaczków sądowych i ksero wyroku przeciwko jakiemuś dłużnikowi na około 60.000 zł. Wyrok na moje nazwisko, bo prowadząc windykację na podstawie umowy przelewu powierniczego – warunkowej cesji wierzytelności, na czas obowiązywania umowy wchodzę w prawa wierzyciela (ale jak odzyskam pieniądze to muszę klientowi przekazać zostawiwszy sobie tylko umówiona prowizję). Za dużo wtedy wypiłem i teczkę zostawiłem w barze, ale zachowywałem się w porządku. Na drugi dzień przyszedłem odebrać teczkę. Widzę że ten właściciel baru zły, podaje mi teczkę i sapiąc mówi, że on mnie nie toleruje i nic na to nie poradzi i żebym może rozejrzał się za innym barem. Zdębiałem ale nic, wziąłem teczkę powiedziałem do widzenia i wyszedłem. W domu zacząłem zastanawiać się o co chodzi. W teczce brakowało trochę znaczków sądowych.

Za kilka dni przyszedłem do baru i zapytałem czy można, skinął głową że można i wyglądał tak jakby coś sobie przemyślał i że przecież bar prowadzi to jakieś antypatie do klientów powinien powściągać, zwłaszcza jeżeli ktoś tak jak ja zostawia sporo kasy za piwo.  Akurat koś znajomy był, dosiadłem się i stopniowo wszedłem na temat zarobków, że ja mam źle, że to taka parodia bo wyroki uzyskuję na siebie a to wcale nie są moje pieniądze i że wyrok to nie pieniądze i tylko czasem uda się odzyskać, to mam z tego lichą prowizję. Mówiłem dość głośno i zerkałem na reakcje tego za barem. A ten się zmienia, widać że robi mu się przykro, że chce po coś sięgnąć do szuflady, i wygląda tak jakby zdawał sobie sprawę że podłość komuś wyrządził i ma wyrzuty sumienia. Jednak nie wiedział, że ja zerkam na niego i nie wiedział że ja wiem, że on słyszy co mówię (w barze było więcej osób, przy stolikach). W pewnym momencie podchodzi do stolika i grzecznie mówi do mnie „Panie … tu ktoś takie znaczki sądowe zostawił, to może Pan, bo ktoś mi coś kiedyś wspominał że Pan w branży prawnej pracuje.”.  I od tego czasu był uprzejmy wobec mnie a kiedyś wspomniał sam z siebie że jakieś tam problemy miał, przemęczony był to mu się zdarzyło być szorstkim dla klientów.

14/01/2011

kategoria: społeczeństwo

Komentarze do 'Ja Pana nie toleruję'

Subscribe to comments with RSS or TrackBack to 'Ja Pana nie toleruję'.

  1. „Panie … tu ktoś takie znaczki sądowe zostawił, to może Pan, bo ktoś mi coś kiedyś wspominał że Pan w branży prawnej pracuje.”
    Buahahahahaha! Z fotela spadłem :))

    savannah

    14 Sty 11 10:16

  2. Masakra jakas 🙂 jak czytam nie tyle co o gosciu co o Tobie.
    Jak można pozostawić akta sprawy, ciekawe czy były tam tylko Twoje dane czy także dane dłużnika. Przecież jest jakaś ochrona prywatności. Osobiście znam nie jednego człowieka co wpadł w kłopoty i go windykowali ale wiedział, że ma zobowiazania później się podnosił taki człowiek ale jak trafił na takiego windykatora co to tak potrafi spraw zawodowych pilnować to strach się bać jacy ludzie wykonują wydawałoby się odpowiedzialną pracę.

    maniek

    15 Sty 11 10:00

  3. No coś Ty, na wyroku były nazwiska moje i dłużnika które zresztą można po wyroku publikować np. w necie w celu sprzedaży.

    admin

    15 Sty 11 10:10

  4. I chcesz wykazać, że zostawienie teczki w barze było „w celu sprzedaży”? 😉

    kolega po fachu

    15 Sty 11 14:10

  5. Istotnie, tylko sprzedaż usprawiedliwia publikowanie upublicznianie wśród podmiotów nieoznaczonych (no i czasem w celach ostrzegawczych) a za takie uznałbym pozostawienie teczki w barze. Jednak samo imię i nazwisko na wyroku (bo przecież adresów nie ma) to nic.

    admin

    15 Sty 11 14:41

Skomentuj